..5
Zupełnie nie potrafię zrozumieć właściciela tego strychu. I nawet nie wiem jak ma na imię. Pracuje w firmie telekomunikacyjnej, to wiem, jego dziewczyna ma na imię Liliana, to też wiem, a jakiś dziwny koleś, który co chwilę wydzwania do niego o kasę to Darex. Dzisiaj przed wyjściem do pracy, ugotował 400 gramów makaronu, to w porządku, wiadomo obowiązki, ale dlaczego zdziwił się, gdy rozkazałem mu przynieść ze swojego biura projekt Bydgoskich Zakładów Rowerowych, no to tego to już nie rozumiem. W kampanii wojskowej nie ma emocji, pytań, mamrotania pod nosem i trzymania rąk w kieszeni. Jest zadanie, to trzeba działać. I tyle. Dokładnie wiem, że w jego biurze znajduje się taki projekt, a jego szef to jakiś idiota, więc nie ma sensu otwierać przede mną teatrzyku emocji i produkować gestykulację odpowiednią dla przemiłych kobiet na rynku. Nie ma nic gorszego niż przetwórstwo emocjonalne w wydaniu mężczyzny. Czy ja tu jestem po to, by przytulać, karmić ciepłem i delikatnie dawać do zrozumienia, że nadchodzą trudne chwile i trzeba będzie jakoś przeczekać pod pierzyną, nie, jestem po to, żeby powiedzieć, iż jest nieco przejebane i trzeba uderzyć. Zaatakować.