.31

Właściciel strychu zachorował. Kiedy rano adiutant zadał mu pytanie, co ze śniadaniem, ten nic nie odpowiedział, tylko wstał, podszedł do szafki, wyciągnął jakieś tabletki, połknął, popił wodą i wrócił do łóżka. Ponieważ i tak nie byłem głodny, postanowiłem przejrzeć stare notatki i swój pamiętnik. Otworzyłem na przypadkowej stronie i przeczytałem:

„Cały ten obraz wspomnień ścisnął mi gardło i rozumiejąc teraz siłę miłości, nie zatrzymałem pierwszej w życiu łzy, która nieśmiałym ściegiem smutku, popłynęła po policzku. Po raz pierwszy zostałem dotknięty miłością, która wydała mi się przeznaczeniem i świętym darem nieba. Ruch wokół się zatrzymał, ona grała swoją partię, wdzięcznie i z opanowaniem, siedziałem urzeczony, pełen natchnienia, porwany mocą uczucia. Nie zauważyłem nawet, kiedy zakończył się występ, wykonawcy kłaniali się, dziękując publiczności, już odchodzili w kakofonii dźwięków, znikali a wraz z nimi ona i jej czarne, długie włosy. Co teraz, pomyślałem, zaniepokojony nagłością wydarzenia. Po chwili, która była zbyt długa jak na moje przyzwyczajenia pułkownika, powstałem powolnym ruchem niechęci, w głowie miałem smutek i narastające ziarno wyraźnego zakłopotania. Jakże to tak, rozważałem w subtelności swojej skrytej natury, skąd i dlaczego, tak zwyczajnie i niezapowiedzianie, bez oznak, bez wprowadzenia. Przecież wiadomą sprawą jest moja samotność…”

Przerwałem czytanie. Tlił się we mnie żal na wspomnienie tamtych dni, więc aby go opanować, poszedłem ugotować dla wszystkich makaron.

Komentarze wyłączone.