..2

Zanim jednak wyjaśnię Wam naturę swojego świata, chciałbym abyście posłuchali opowieści skądinąd prozaicznej, jednakże rzucającej właściwe światło na moją osobę.

Gdyby ktokolwiek zapytał mnie jakim cudem udało mi się przetrwać w tamtych warunkach i w dodatku skutecznie działać, będąc jednocześnie osaczonym przez liczne oddziały wroga i nieustannie prowokowany, zepchnięty w najdalsze zakamarki własnej duszy, wielokrotnie denuncjowany i zaciekle tropiony na każdym kontynencie, gdyby zliczyć dni bez pożywienia, dni w okopach i w błocie, noce rozciągnięte w atramencie nieskończoności, schronienia w płyciznach rzek i czeluściach wulkanu, dni samotne i pełne westchnień za powrotem do początku siebie samego, tam skąd płynie niewyczerpane światło życia, westchnień za końcem tej wiecznej tułaczki, którą niekiedy odbierałem jako krzywdę wymierzoną w moją jakby nie było spokojną naturę, wypatrującą prawdy, rozmiłowanej w pięknie i walczącej o dobro, gdyby zatem pojawiło się takie pytanie, to przyznam szczerze, że nie znalazłbym na nie odpowiedzi.

Teraz, gdy chwilowy spokój zawitał w moim życiu i kiedy tak zalegam na strychu u pewnego osobnika, to z tej perspektywy myślę sobie, że życie potrafi być piękne. Postanowiłem spożywać regularne posiłki. Na śniadanie zjadłem makaron, może nieco rozgotowany, ale zważywszy na okoliczności ostatnich godzin i poranną kondycję właściciela mojej tymczasowj kwatery, to nie jestem wcale zdziwiony. Przyznam, że musiałem mu dość dobitnie wytłumaczyć, że moja niespodziewana obecność w jego mieszkaniu, do którego zresztą sam mnie wpuścił przez wyłaz dachowy, to nic innego, jak tylko kolejny odcinek mojej drogi, misja bliżej nieokreślona czasowo, taka przypadłość, konieczność, rozkaz z góry i tyle. Niektórzy ludzie naprawdę mają słabą wiedzę o kosmosie. Zbyt wiele mu nie tłumaczyłem, bo byłem trochę zmęczony i po prostu wpiąłem mu swoją wolę w umysł, licząc że szybko uda mi się go zaprogramować i zaadoptować do mojego planu. Na razie uczyniłem go kimś w rodzaju kucharza i poleciłem, aby każdego dnia gotował makaron dla mnie, mojego adiutanta i oczywiście dla siebie samego. Makaron jest pożywny i nie krępuje estetyki, ponieważ jest prosty w swojej strukturze. Człowiek ten, a imienia jego nie znam, ma dość skomplikowaną kwestię życiową, tak przynajmniej zrozumiałem z jego kilku zdawkowych wypowiedzi, bowiem pojawił się w nich jakiś wątek z krnąbrną narzeczoną i motyw faceta, który wściekle wydzwaniał do niego o kasę. Poza tym dzisiejszą noc spędził w dość niewygodnej pozycji. Mój adiutant skrępował mu ręce i zakneblował usta. Biedak pewnie się męczył, ale myślę, że w rezultacie spał wygodnie. Ten niespodziewany incydent miał miejsce, ponieważ ten człowiek nie zdawał sobie sprawy, że czasem jest coś, co jest wyższe, a co z kolei definiuje moje przeznaczenie i tych, którzy są w moim otoczeniu. A to że wypadło akurat na niego, to nie moja już wina. Po prostu niepotrzebnie się zdenerwował i mojego adiutanta poniosło. Taki już ma parszywy charakter, pomimo swoich dziesięciu lat.

Komentarze wyłączone.