..3

Pół nocy spędziłem na dachu. Ciągle patrzyłem w gwiazdy oczekując jakiegoś sygnału do dalszych działań, ale nic takiego nie nastąpiło i w rezultacie zacząłem wspominać swoje dzieciństwo, i tak zasnąłem, ocierając się o granicę początku. Śniło mi się, że razem z ojcem ratowaliśmy świat. Ojciec poruszał się rowerem a ja biegłem za nim. Mijaliśmy po drodze ludzi, ale nie mogłem złapać tchu i tym samym wyjawić im, o co tak naprawdę nam chodzi. Przemierzyliśmy w tym układzie całkiem spory kawałek drogi, aż w końcu dotarliśmy na opuszczoną stację kolejową, na którą w tej samej chwili wtoczył się pociąg. Ojciec rzucił rower na ziemię i w trzech podskokach wspiął się na platformę wagonu, po czym zniknął w jego trzewiach. Zrozumiałem, że w tym momencie moja rola się odwróciła i teraz ja jechałem rowerem za pociągiem a ojciec prawdopodobnie zalegał w środku na kanapie. Wtedy się obudziłem. Unieruchomiona tarcza księżyca niczym luneta zdradzała głębię wszechświata i jednocześnie zapraszała do jego odwiedzin. Ja jednak miałem inne zadanie i nawet nie próbowałem myśleć o powrocie.

Jestem duchowym najeźdźcą i stoję na czele armii, która wkrótce stratuje pobliskie ziemie. Pojawimy się wspólnie, sprzęgnięci duchem zwycięstwa i skąpani szaleństwem żywiołu, oczekującego już na krawędzi świata.

Komentarze wyłączone.