.100
Pokłóciłem się ze snem. W moim śnie nieskończoność rozpościerała się grubym płaszczem i przykrywała wszystkie domy. Osnuła je swoim bezmiarem, a ja stałem w oddaleniu. Człowiek potraktował nieskończoność z pogardą, tak jak gdyby nieco urażony na nieumiejętność rozumienia, postanowił nadać jej swój ludzki, skończony status. Podniosłem nieskończoność i nakryłem nią swoją duszę. Wtedy, w moim śnie, spotkałem wszystko. Ujrzałem ludzi jak w niewyobrażalnym smutku wołali o rzeczywistość, którą nazywali wiecznością. Nawet nie dostrzegli, że moje nakrycie utkane było z codzienności. Od tamtej chwili nie śnię i próbuję powiedzieć im, żeby zaczęli żyć. To proste.