..7

Przed chwilą dzwoniłem do Urbana Harrisa. To szef firmy w której pracuje właściciel mojej tymczasowej kwatery. Oczywiście powiedziałem mu o tym, że jego pracownik ma zamiar wynieść niepostrzeżenie dokumentację na temat Bydgoskich Zakładów Rowerowych, w skrócie BZR. Zrobiłem to nie dlatego, że brzydzę się wszelką formą kłamstwa, wręcz przeciwnie, uważam że człowiek ma naturalną, pełzającą formułę siebie samego dla innych i zawsze jest nieco naciągany, więc nie widzę powodu, dla którego od czasu do czasu, nie można by sprzedać siebie samego w innym przebraniu, ale nie chodzi o to, mój czyn związany był z pewnym elementem obecnej kampanii wojskowej a o czym poinformuję Was trochę później. Nie mniej jednak Urban Harris, pomimo głosu brzmiącego jak u kogoś kto siedzi w studni, wydał mi się wyraźnie poruszony. Nie zdradził swojego zaniepokojenia a na koniec rozmowy powiedział:

- Widzę proszę pana…

- Raczej pułkowniku – od razu go poprawiłem, ponieważ nie lubię, gdy nazywa się mnie w inny sposób.

- Dobrze panie pułkowniku, o ile dobrze pana zrozumiałem, to reprezentuje pan pewną organizację, która z kolei prowadzi pewne działania, o których, jak sam pan powiedział, nie może mi pan nic w tej chwili powiedzieć i jednocześnie twierdzi pan, że mój pracownik właśnie wyniósł z mojego archiwum materiały o fabryce rowerów. Muszę przyznać, że nie wiem jak zareagować na pańską wypowiedź i słowa, w których prosi pan, żebym nie reagował, ani nie wykonywał żadnych chaotycznych ruchów. Cała ta rozmowa jest dla mnie zaskakująca. Cóż, w swoim życiu przywykłem do tajemnic i do tego, aby ich dochowywać, w gruncie rzeczy te dokumenty nie zawierają w sobie żadnych znaczących treści i, o ile to panu pomoże, chętnie przymknę oko na ten incydent, jednakże proszę o informacje, i to w miarę systematyczne, o postępie pańskiej kampanii.

- I niech tak pozostanie – po czym odłożyłem słuchawkę i poszedłem wymyć zęby.

Skomentuj