.137

Przez cały ten czas nic się nie wydarzyło. Może poza tym, że Wincentowi śniła się uroczysta kolacja w rodzinnym domu, co zupełnie nie ma znaczenia, nikt nie dzwonił, nikt nie zapukał w okno, nikt nie pozdrowił, żaden przechodzień nie rozwiązał rzemyków pod naszymi drzwiami, prochy śmiertelników nadal gniją w czarnej zawiesinie ziemi, a ponury płaszcz sinych chmur nadal wisi nad naszym miastem. Nawet Darex, który wściekle wydzwaniał przez kilka dni o zwrot kasy, nagle zamilkł. Tata Wincenta również. Rozpostarła się cisza niema jak starucha, a zwyczajne niegdyś myśli stały się rarytasem. Zewsząd ludzie donoszą o znużeniu, o pęknięciu w duszy, które jak szczelina na zamarzniętym jeziorze, wskazuje na nadchodzące niebezpieczeństwo. A może to tylko znak, mały przewodnik, niepozorny punkt zwrotny, coś co nie zna śmierci, bo śmierć jej nie zwycięży, coś co zwiastuje początek nowego życia.

Komentarze wyłączone.