.26

Znowu dzwonił tata właściciela strychu.
- Cześć synu – przywitał się, gdy podniosłem słuchawkę. Na parapecie za oknem usiadła mewa i jednocześnie pomyślałem sobie, że to miłe, gdy ktoś nazywa cię synem.
- Cześć tato.
- Dziś jest piątek i może przyjechałbyś jutro i położył kafelki w kuchni, taki pasek nad kuchenką, bo te, co ja położyłem zaczęły odpadać. Mama się ucieszy.
- Ale dziś jest niedziela tato.
- Poważnie?
- Tak tato, poza tym ja nie potrafię kłaść kafelek.
- Trudno. Będę kończył synu, jadę grać do kościoła. Dziś jest niedziela.
- Dobrze.
- Módl się synu.
- Będę się modlił tato – zauważyłem, że mewa szarpnęła skrzydłami i odleciała.
- I pamiętaj, że wisisz mi kasę, trzysta złotych.
- Tak, pamiętam, oddam po wypłacie.
- W porządku, na razie synu, muszę lecieć – powiedział i się rozłączył.

Komentarze wyłączone.