..6
Zjadłem chleb z masłem i od razu poczułem się lepiej. Zanim to jednak nastąpiło nosiłem w sobie ciężar smutku, który już po przebudzeniu rozciągał się we mnie cienką strużką, mającą początek w pierwszych latach mojego życia, kiedy to wzrastałem w osobliwych warunkach, gdzie znosiłem cierpliwie psychiczne tortury a wszelkie uczucia wypędziłem na pustynię, aby dojrzewały w słońca dnia, potem miesiąca i kolejnych milczących miesięcy, aż po długie lata smutku, będącego zmaterializowaną formą żalu i pretensji do ojca jedynego pośród wielu, za to, że pozbawił mnie dzieciństwa i jednocześnie zatopił we mnie jego pragnienie, bo jestem niczym wieczny obraz naiwności, kiedy tak stoję wpatrzony w nieskończoność kosmosu, smutku będącego skałą, wysoką, uczesaną szczelinami nadziei i piętrzącą się dumnie pod moimi stopami, i woła do mnie ojciec poprzez długie lata wojennej zawieruchy, ten czas zgiełku i buntu właśnie się kończy, a jedyny i prawdziwy dzień zwycięstwa wkrótce nadejdzie. Od rana deszcz wystukuje chaotyczną sonatę i kiedy tak patrzyłem na jej ścieżki na szybie, to nagle poczułem jak bardzo jestem samotny. Dlatego poszukuję człowieka, przyzywam jego serce, aby otworzyło swoje wrota i wpuściło ten orszak słów, który pokornie wyczekuje pod wysokim murem zamku.