.63

- Mamy twoją matkę – usłyszałem głos Darexa, gdy odebrałem telefon.
Usiłowałem sobie przypomnieć, jak wygląda moja matka, ale zupełnie mi to nie wychodziło.
- Matkę? – odpowiedziałem zdziwiony.
- Tak, matkę, ty popierdolony pułkowniku, zapłacisz mi za swoje pojebane gadki – ciągnął Darex – i oddasz mi całą kasę, odsetki i odsetki od odsetek, a jeśli będziesz kombinował, ty i ten stuknięty Wincent, to nie tylko załatwię twoją matkę, ale też i twojego ojca. Nie zadziera się z nami, rozumiesz, ty debilowaty kretynie, myślałeś że uda się wam tak po prostu wydymać Darexa, haha – śmiał się tak szczerze i naturalnie, że przez chwilę sam chciałem się roześmiać.
Nieźle się porobiło, pomyślałem, Darex myśli, że matka Wincenta, to moja matka, i że jego ojciec jest moim ojcem.
- Dobra – odpowiedziałem – później pogadamy, bo muszę wziąć prysznic, zanim zbiorę myśli.
- Dupa a nie prysznic, macie dwa dni na zwrot kasy, albo będzie syf że nie masz pojęcia, ty durny frajerze.
Ponieważ nie miałem już nic do powiedzenia, zwyczajnie odłożyłem słuchawkę i poszedłem do łazienki.

Komentarze wyłączone.