.62

Śniło mi się, że wędrowałem po pustyni i poszukiwałem starotestamentowej manny z nieba, lecz zamiast tego natrafiłem na gorejący krzew, spoza którego nieoczekiwanie wyskoczył Urban Harris. Chwilę pogadaliśmy o luźnych sprawach, po czym nakazał mi niezwłocznie wrócić do pracy.

Kiedy się przebudziłem, telefon znowu dzwonił natrętnie a promienie słońca lizały mnie po twarzy.

Komentarze wyłączone.