.64

Kiedy człowiek otacza się ludźmi wybitnymi, jeśli przebywa w ich otoczeniu, to w niezwykłym procesie zaczyna współegzystować, współuczestniczyć w ich darach. Tak jakby korzystał z ich doskonałości i spożywał wraz z nimi, w sposób naturalny przyjmował ich osobliwą naturę, ich cechy charakteru powoli pełzną w jego stronę i zadomawiają się w jego duszy. Staje się metafizyczną częścią owej wspólnoty, która przyjmując go do siebie, w akceptacji i pokoju serca, w geście zaproszenia, czyni go jednością, czyni go lepszym i trwając w takim uścisku braterstwa, wspomaga go w wędrówce na wyższej położone tereny ducha. Bywa też, że człowiek o szerokim potencjale, we własnym zagubieniu, bądź nieopatrznie, trafia w środowisko upadłe, nieco zniszczone przez samych siebie, umęczone błędami i zepsuciem. Taka wspólnota destrukcji, uwikłana we własną niemoc, wyłapuje beznamiętnie swoją ofiarę i czyni ją podobną na swój obraz, powoli, systematycznie i pod pozorem przyjacielskich odruchów, zapuszcza korzenie w jej sercu, które eksploatowane nadmiernie, znieczulone fałszywym uśmiechem, zapada się w otchłań niebytu i wtedy już tak razem, wspólnie umordowani słabością, czekają już tylko na swoją śmierć.

Komentarze wyłączone.