.69
- Darex był człowiekiem, od którego pożyczyłem pieniądze na procent – rozpoczął swoją historię Wincent. – Trzydziestego dnia każdego miesiąca oddawałem mu pięć tysięcy odsetek, co w prostym przeliczeniu stanowiło dwie trzecie moich dochodów. Był to dwumetrowy zbir o rękach ogromnych jak dwie patelnie. Miał czterdzieści osiem lat, skórę wypchaną muskułami i strasznie wszystkich nienawidził. Chorował na cukrzycę, co jednak nie przeszkadzało mu w egzekwowaniu swoich należności z bankową starannością. Zawsze drżałem na myśl o spotkaniu z nim i pomimo starań, aby pozbyć się swojego długu, nijak nie potrafiłem oddać mu całej kwoty. Pożyczyłem ją prawie trzy lata temu. W mojej głowie zrodził się plan otwarcia kuźni kowalskiej, co wydawało mi się wtedy genialnym pomysłem. Ze względu na niskie koszty, wydzierżawiłem niewielką halę na wsi. Wyposażyłem ją w używane palenisko wspomagane dmuchawą, podprowadziłem energię, w ziejące oczodoły wstawiłem szyby, wyrównałem podłogę, kupiłem cztery szafki ubraniowe, kowadło, trzy młoty, zestaw palników i dwa potężne imadła, które zamontowałem na szerokim drewnianym blacie stołu monterskiego. W tamtych dniach byłem przekonany, że wkrótce opanuję krajowy rynek. Jednak nie minął nawet miesiąc, aby pierwotny entuzjazm zastąpił prozaiczny stan zwątpienia. Zamówień nie było w ogóle, nie biorąc pod uwagę małej bramki dla sąsiada z naprzeciwka. Jednak od niego niezręcznie było mi wziąć pieniądze, ponieważ liczyłem na to, że będzie zwracał uwagę na złodziei, czy tez podejrzanych typów.
„U nas nie kradną, ludzie porządni, spokojni. Pan się nie denerwuje”, powiedział sąsiad z przekonaniem, któremu zawierzyłem bez wątpliwości. Następnego ranka drzwi od hali zastałem otwarte. Dmuchawa zniknęła, brakowało też imadeł, kowadła, młotów i w ogóle panował nieopisany bałagan. Ktoś rozlał wodę do hartowania stali, rozrzucił gwoździe, które pozostały po naprawie dachu, a smarem napisał na ścianie „teraz wsadź to sobie w dupe”. Od tamtego czasu oddałem prawie sto pięćdziesiąt tysięcy odsetek, a kwota główna w wysokości pięćdziesięciu tysięcy nadal niewzruszenie pozostawała taka sama. Często nie spałem po nocach, czując jak grube ręce Darexa zaciskają się na mojej szyi. Bałem się najmniejszego przewinienia w pracy, bo jej utrata była prostą drogą na tamten świat. Taka to jest właśnie sprawa Darexa, panie pułkowniku.