.97
Człowiek na przestrzeni dziejów dokonał mistycznego przejścia. Przejścia od chaosu na zewnątrz do chaosu wewnątrz nas samych. Szedł drogą poszukiwań, uczynienia ziemi poddaną sobie, okiełznania jej energii, jej tajemnicy. Kroczył we krwi, we łzach, w pocie, parł naprzód, tak jak gdyby chciał powrócić do miejsca, z którego przyszedł na świat, coś nim powodowało, jakaś siła wypychała go poza magiczny, senny obraz wieczności, jaki nosił w sobie. Rozpędzony człowiek, idzie drogą przeznaczenia, upada, przewraca się, lecz nadal kontynuuje, czasami biegnie, niekiedy zatrzymuje się na dłużej, znużony odpoczywa, powstaje i idzie. Co musi zdobyć, kogo poinformować o swoich osiągnięciach, komu powinien złożyć dziękczynienie, może sobie, może najbliższym, kto formował go podczas drogi? Co robi teraz człowiek, po co, komu służy, czy spaceruje po świecie, dogląda, czy może kona, umiera, gnije, śmieje się, wzdryga ramionami, odgania muchy z wycieńczonego głodem ciała, znika, leży czy idzie, jeśli idzie drogą, to jako kto?