.168

Śniło mi się, że jechałem pociągiem. Gęsty śnieg za oknem pobielił świat. Poruszałem się pulsem lokomotywy, mięsistej energią i spoconej ucieczką przed światem. Byłem częścią jej serca, oddychaliśmy wspólnie, ja, pułkownik armii, zanurzony w gałęziach potężnego silnika. Musiałem spać, gdy docieraliśmy do końcowej stacji, bo nie pamiętałem żadnych szarpnięć i skowytu wstrzymywanego metalu. Z przedziału zniknęły wszystkie moje rzeczy. Nie będę ukrywał, że nieco się przeraziłem. Poruszony wybiegłem wprost w lodowatą przestrzeń peronu. Było pusto. Nie było nikogo, nawet lokomotywa gdzieś zniknęła. Kiedy mój wzrok przebił się przez pierwsze wrażenie, dostrzegłem w oddali rozmyte kontury mojego dobytku. Zrobiło mi się lżej na duszy, ale do teraz zastanawiam się, dokąd dojechałem.

Komentarze wyłączone.