.169

Wczoraj urwała mi się noga. Niby nic takiego, żadna wielka sprawa a jednak się przejąłem i to bardzo. Tak oto leżałem w pościeli a sine liny moich ścięgien układały się w bezwładną mozaikę. Poszarpany materac mięśni raził krwistym odcieniem, oddech miałem nieco spłaszczony, wiadomo jak to jest, gdy tracimy część jestestwa. Nie wiem, czy bez nogi zdołam dotrzeć do kresu mojej misji. Jak nie dam rady, to trudno.
Z łóżka zsunąłem na pośladkach a spadając uderzyłem w podłogę, tępo i jakoś bezgłośnie. Podczołgałem się do kuchni, wspiąłem po szufladach, w zmęczeniu, z pulsem nabrzmiałym szamotaniną i tak stałem wyprostowany, na jednej nodze i w nadziei, że oczekiwane przeznaczenie przyjdzie do mnie na dwóch nogach.

Komentarze wyłączone.