.52

Poszedłem do drugiego pokoju poszperać w jego notatniku.
Znowu znalazłem jakiś fragment:

„Kiedy szare wstęgi brunatnej ziemi okrył płaszcz drobnych liści, fragmentów słomy i wypalonej trawy a niebo wypełniły potężne kłęby chmur, sunących ospałym spacerem, dla wszystkich ludzi był to widoczny znak, że nadchodzi jesień. Niemalże każdego dnia wiatr szamotał okolicę nerwowym oddechem, a płacz deszczu czynił duszę melancholijną i podatną na smutek. Słońce skróciło swoją wędrówkę po nieboskłonie, tym samym skąpo rozświetlając serca spragnione blasku. Poczciwe drzewa, pozbawione liściastego pierza, wstydliwie i z pokorą kryły wyraz niedawnej wzniosłości, tej dumnej potęgi zaszyfrowanej pod warstwami wieloletniej kory. Obecnie ich nagie szkielety wzniecały niepokój, a gdzieś spomiędzy ich strażniczych sylwetek dało się dostrzec ból samotności i jakąś bliżej nieokreśloną trwogę, na ten nadchodzący czas zimna. Cała wieś tonęła w ciszy przyrody, przepastne pola ściskały rozrzucone domostwa w szarości, a zimna bladość nieba odbijała ich gasnące ciepło.”

Ewidentnie coś kombinuje, tylko zastanawiam się co.
Wygląda na to, że będę musiał powtórzyć programowanie.

Komentarze wyłączone.