.91

Jakże łatwo pogadać ze swoją ręką, aby nagryzmoliła parę zdań. Trudniej jednak po otwarciu drzwi, zastać u progu mądrość, dostrzec ją, przykucniętą i bezdomną, zaprosić do swojego umysłu i poddać się jej przesłaniu. Jakże niezmiernie łatwo zabawić się w słowną szermierkę, potyczkę, uliczną burdę, wzniecić małomiasteczkową pyskówkę, zrzucić z siebie ten wieloletni balast kompleksów, owe poczucie winy, z reguły nieuświadomione, że służy się formacji o wartościowaniu ujemnym, że zamieniło się niegdysiejsze ideały młodości, na tanią posadę, ufryzowaną tytułem, zamkniętą kwadratem umysłu, zobaczyć siebie w programie „Kolejny człowiek stał się małym niedowiarkiem”. Teraz oklaski, błyski fleszy, wypowiedział się, tak, przemówił, urodził słowo, powiedział to samo, ale jednak od tyłu, pogroził palcem, niedbale i jakoś pokracznie, płasko, sflaczale, wykrzesał niby coś innego, ale niemrawo, jak gdyby mruczał pod nosem.

Komentarze wyłączone.