.93

Pewien człowiek o imieniu, człowiek mający swoje miejsce i swój czas, człowiek, który dla nas nie ma imienia, ten człowiek właśnie żyje na odcinku drogi, której koryto zdarzeń przecina się z innymi rzekami ludzkich istnień, i te rzeki nieustannie się przecinają, zasilają, wzbogacają, nanoszą życiem i w tej komunikacji powstaje morfologiczna tkanka naszego życia.  Każdy jest rzeką, niekiedy nurtem wezbranym wzburzeniem, niekiedy stabilnym rytmem codzienności, bywamy zniecierpliwieni oczekiwaniem, zmęczeni stagnacją, martwym krajobrazem wokół nas, płyniemy każdego dnia, koryta naszych rzek bywają szerokie, wręcz nieogarnione wzrokiem, ale zawsze mają wytyczony wcześniej kierunek, którego nie można zmienić, jedynie można uczepić się kurczowo jakiejś skały i czekać, trwać w nadziei, że coś się zmieni samoistnie, to próżne i zbyteczne działanie, można też zawrócić, płynąć pod prąd, ta walka z góry jest przegranym zmaganiem, wyczerpie naszą energię, osłabi nasze siły i w końcu wyczerpani, porzuceni gdzieś na brzegu, dojdziemy do końca naszych dni, najrozsądniej płynąć, lecz nie z nurtem, niby z nim, ale poruszać się przy pomocy własnych ruchów, świadomych, kontrolowanych, sprawdzonych, czasami, gdy przyjdzie niespodziewana burza, nieco lękliwych i niepewnych, ale czas zgiełku zawsze mija, to pewne, więc lepiej działać, ruszyć, podjąć wysiłek, wzmocnić się siłą innych rzek, połączyć nurty, zjednoczyć i wtedy już razem, wspólnie dotrzeć do początku życia.

Komentarze wyłączone.