.120

Zebrałem się w sobie, spiąłem wewnętrznie i niezwłocznie wyszedłem się przejść. Nie żebym miał w tym szczególną potrzebę. Nic z tych rzeczy. Po prostu postanowiłem robić to, na co nie mam ochoty, aby odwrócić w sobie bieg wydarzeń, czyli niejako pokłóciłem się sam ze sobą. I tak wędrując po świeżo rozebranym chodniku, zastanawiałem się, na ile we mnie jest mnie właściwego, a na ile konstytuuje mnie materia, która nie przynależy integralnie do mnie jako całości. Zdzierałem z siebie kolejne warstwy siebie i po niedługim czasie zostałem nagi. Oczywiście była to nagość w sensie wewnętrznym i nie pozostała przez nikogo zauważona, więc śmiało mogłem chodzić dalej po świecie.

Komentarze wyłączone.