.145
Nie mogłem się powstrzymać i napisałem rano do Obamy.
„Drogi prezydencie Obamo”
Na początku chciałbym przekazać panu wyrazy wdzięczności za to, iż swoją udaną kandydaturą udowodnił pan, że każdy idiota może zostać prezydentem. Niemniej jednak pańska prezydentura kładzie szeroki, ciemny cień na kondycję teraźniejszego obywatela, bowiem nie mógłby pan nigdy zostać głową państwa, gdyby nie tumany ludzi w transie, którzy w swojej telewizyjnej naiwności uwierzyli, że jest pan świętym naszym czasów. Zarówno pan jak i ja, doskonale zdajemy sobie sprawę, że ten świat jest ideałem dla takich oszustów jak pan i kilku kolesi za panem.
Nie mniej jednak, nie ów temat jest przedmiotem tego listu. Mam do pana prośbę, aby przestał pan wdzięczyć się do kamery tym swoim uśmiechem kogoś, kto właśnie odnalazł w piwnicy zaginiony worek kartofli, i żeby pan zrezygnował ze swojej funkcji. W przeciwnym razie wszystko to źle się skończy dla świata.
Proszę o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.
Łączę pozdrowienia dla narodu amerykańskiego.
pułkownik