.40

W środku nocy zadzwonił telefon.
- Kwatera Główna – powiedziałem i jednocześnie ziewnąłem.
- Synu, tu tata, poznajesz mnie? – usłyszałem znajomy głos ojca właściciela strychu.
- Tak tato, to ty, mój tata – odrzekłem.
Bezlistna, naga gałąź tańcząca za oknem, odbiła się szkieletem w ciemnościach. Wiał zimny wiatr od morza.
- Słuchaj synu, zapomnij o tym jaki byłem kiedyś i przebacz mi, dobrze?
- Dobrze tato, ale co mam tobie przebaczyć?
- Nie wiem, ale oglądałem właśnie taki film i w tym filmie syn przebaczył ojcu i wtedy ten ojciec umarł.
- Umierasz tato?
- Nie wiem, możliwe.
- Rozumiem. Muszę jeszcze oddać tobie kasę.
- Tak. Kiedy mógłbyś oddać?
- Po wypłacie.
- To dobrze. Ubieraj się ciepło.
- Tak tato, będę się ubierał ciepło.
- Na razie synu.
Odłożył słuchawkę. Położyłem się do łóżka, przykryłem kołdrą i od razu zasnąłem. We śnie poszedłem na łąkę, obserwować pracujące mrówki.

Skomentuj