.47

Wysłałem właściciela strychu po zakupy i korzystając z jego nieobecności, postanowiłem zajrzeć do drugiego pokoju. Na stole leżał notatnik, w którym znalazłem coś takiego:

„Chyba umarłem – pomyślał pułkownik i w tej samej chwili jakaś siła przemieściła go jeszcze głębiej w otchłań własnej duszy. Panowała tam krępująca cisza i pułkownik przypomniał sobie, że nie zapłacił rachunku za energię elektryczną za ostatnie dwa miesiące. To trochę nie w porządku – stwierdził, a wtedy stanęła przed nim jakaś postać, ewidentnie stylizowana na anioła, w czym utwierdził go tuman kurzu wzbudzony pierzastymi skrzydłami. Jestem Aniołem Boga Najwyższego, zwą mnie Gabryelem, poprowadzę cię przed oblicze Pana Świata, wyznał głosem aksamitnym i pełnym czystości. Na jego znak otworzyła się przestrzeń, a przez powstałe szczeliny wlała się światłość, która rozpraszała się na setki promieni. Ładnie i efektownie, rzekł pułkownik tak jak gdyby do siebie, ponieważ anioła już dawno nie było, za to w niewielkiej odległości dostrzegł rozmytą postać, która pomimo sennej bladości, do złudzenia przypominała mu jego samego, tylko w doskonalszej formie. Czy ty jesteś Bogiem, wyszeptał pułkownik jakoś lękliwie, co zdziwiło go samego, bowiem uchodził za człowieka odwagi. Jestem Bogiem i mieszkam u ciebie od samego początku, cieszę się, że w końcu mnie odnalazłeś, odrzekła postać, która jednocześnie przemieściła się we wszystkich kierunkach i otoczyła go szczelnym kordonem obecności. Wtedy pułkownik zrozumiał, że zupełnie niepotrzebnie stracił tyle godzin na wznoszenie modłów do kogoś, kto był paradoksalnie blisko i wystarczyło zwyczajnie zagadać do siebie. Czy jest coś, o co chciałbyś mnie zapytać, zwrócił się do niego Bóg, a kiedy tak stał w lekkim pochyleniu dźwigającym kłopotliwą sytuację świata, jego twarz zapraszała do zaufania i pułkownik zagaił o to, czy aby nie przeszkadzał Jego Majestatowi swoją krnąbrną postawą, bo przecież szeroko znane są jego występki. Tymczasem Bóg zatrzymał wzrok na jego obliczu i westchnąwszy, pstryknął palcami. Wokół powstała poświata ciemności i nagle zjawił się ciemny osobnik, skryty aurą otchłani i co dziwne, ale w swojej szkaradności będący niejako wierną matrycą sylwetki pułkownika. Smuga pyłu piekielnego wydobyła się z jego duszy, ponieważ stał przed nim najprawdziwszy książę ciemności. Na to pułkownik zebrał się w sobie i rzekł bez cienia lęku; rozumiem, jesteś diabłem i pewnie składasz niezapowiedziane wizyty w mojej duszy, będąc prowodyrem grzechu i zniszczenia, a ja prowadzony ślepotą własnego rozumu służyłem tobie, siejąc pogrom w swojej duszy. Diabeł zaśmiał się złowieszczo, potrząsnął kudłatą głową skrywającą dwa kikuty symbolu złą i rechocząc, rozpłynął się w nieskończoności.”

Nie wiem, co o tym sądzić.
To chyba jakieś opowiadanie.
Zastanawiam się, czy to efekt uboczny programowania.

Komentarze wyłączone.