.159
3 lut 2010Notka sto pięćdziesiąt dziewięć:
Wstałem rano i wypiłem kawę inkę. Kończyłem właśnie ostatni łyk, kiedy nagle ujrzałem wewnątrz kubka postać Giordano Bruno. Ukazał się na powierzchni kremowej porcelany. Wyglądał zupełnie normalnie, świeża koszula zgrabnie przewiązana w pasie, spojrzenie marudne, lecz nie pozbawione blasku.
- W czym rzecz, Giordanie Brunie – zagaiłem, gdy gorący napój rozlewał się właśnie w moich trzewiach.
- Pułkowniku, sprawa jest prosta i ogranicza się do wiadomości, którą proszę przekazać.
- Mów śmiało, chłopcze – powiedziałem, nachylając się nad kubkiem. Mój głoś zabrzmiał mocno.
- Przekaż im, że ziemia kręci się dookoła słońca, a słońce dookoła ciebie, pułkowniku.
- W porządku – odparłem, ponieważ nie było to dla mnie żadnym problemem – a powiedz mi jeszcze czy stos, na którym spłonąłeś, palił się bez problemów, bo wiem, że zimę wtedy mieliście niczego sobie.
Ale Giordana już nie było. Za to dwie stare mewy przysiadły na parapecie za oknem, a ja poszedłem do sklepu po makaron.