Archiwum z miesiąca: Styczeń, 2010

.155

31 sty 2010

Jestem owcą w wilczej skórze.

.154

30 sty 2010

Jestem radiotelegrafistą duchowym i  nasłuchuję fal z kosmosu. Przed chwilą otrzymałem kolejny przekaz, który brzmiał mniej więcej tak:
- szszsz…..druga…..szszsz…..nocy…..szszsz…..kopać…..szsz…

Tym razem zakłócenia były na tyle silne, że zastanawiałem się przez długą chwilę nad sensem komunikatu. Srebrzysta tafla księżyca połyskiwała niespokojnie, poszarpany materac chmur wisiał złowrogo nad naszym miastem. Wyszedłem w noc gęstą i udałem się na pobliskie wzgórze. Zabrałem ze sobą łopatę i małą butelkę wody. Zacząłem kopać po północy, gdy skończyłem dochodziła druga. Wbiłem łopatę w miękką ziemię i czekałem. Od czasu do czasu popijałem wodę. Było już nieźle po trzeciej, kiedy zdecydowałem się wracać. Nic się nie wydarzyło. Niepocieszony schodziłem ciężkim krokiem po kamiennej ścieżce i policzyłem drobne w kieszeni. Miałem dokładnie 3,80. Zajrzałem na stację benzynową i kupiłem sobie hot doga. To zdecydowanie poprawiło mi humor. W domu wymyłem zęby i wsunąłem się pod zimną powierzchnię pierzyny. Zasnąłem i już po chwili tańczyłem wokół ogniska.

Dziury nie zakopałem.

.153

30 sty 2010

Albo nie tak, miało być, że słowa te nikomu nie pomogą. Bo nie ma w nich śladu powagi. Jestem na tyle niepoważny, że udaję poważnego.

.152

29 sty 2010

Miało być, że mądremu słowa te nie pomogą, bo mądrzy ludzie wiedzą wszystko. Pomyliłem się. Tak też bywa.

.151

27 sty 2010

Mądremu słowa te pomogą, a głupiemu i tak już nic nie zaszkodzi.

.150

27 sty 2010

Świnie w płaszczach z gwiazdami siedzą i myślą sobie:
- wojna ludziom, niech służą nam duszą
- pokłon ziemi niech oddają a kurz jej słabości niech tańczy im w nozdrzach
- każdy fragment ich myśli pochodzi już od naszej woli a wola nasza jest mrokiem
- jednostka nie istnieje a tłum podlega hipnozie
- czyli prawie wszystko gotowe

Teraz pokażemy wam swoje oblicze.

.149

27 sty 2010

Która kobieta nie wygląda dobrze nad talerzem z ziemniakami.

.148

27 sty 2010

Spałem dziś na górze z ubrań, szmat i starych ciuchów. Górę uformowała cecha lenistwa, które rozlało się we mnie tymczasowo, jednakże skutecznie. Czułem się jak Mojżesz, nieco znudzony drogą, ale pokrzepioną nadzieją oczekiwania. Jednak zamiast kamiennych tablic otrzymałem zaszyfrowany gryps z nieba o mniej więcej takiej treści:

„Są ludzie, którzy śpią na kasie, są też i ci, którzy zalegają z opłatami za energię elektryczną, jednak zarówno i pierwsi i drudzy, są w niebie jak baranki, które potrzebują kopa w dupę”

.147

27 sty 2010

Urwałem sobie głowę.
ojoj

.146

26 sty 2010

Przez całą noc bolała mnie głowa. Leżałem udręczony własną niemocą i przykuty ciężarem bezsenności. Trochę bawiłem się w niezwyciężonego i zabiłem kilka starych muszek, które zagubiły się po upalnym lecie. Na białej skorupie ściany zostawiły długi, nieco krwawy ślad. Potem zajrzałem do lewego buta, gdzie wszystko wyglądało w porządku. Przypomniałem sobie jak dawno, dawno temu przesiadywałem długie godziny w chlewiku i stamtąd dowodziłem swoim dziecięcym życiem. Pamiętam też gwiazdy.

Właściwie to wychowały mnie gwiazdy i świnie.