.173
19 kwi 2010Jestem jak wiatr, deszcz i brunatne chmury jednocześnie. Zaścieliłem sobą niebo i mam w dłoniach ciepłe kartofle. Jeśli zechce, to dorzucę jednym z nich aż do słońca. A wtedy nie zabraknie placków ziemniaczanych.
Jestem jak wiatr, deszcz i brunatne chmury jednocześnie. Zaścieliłem sobą niebo i mam w dłoniach ciepłe kartofle. Jeśli zechce, to dorzucę jednym z nich aż do słońca. A wtedy nie zabraknie placków ziemniaczanych.
Ponieważ od rana źle się czuję i intuicyjnie odczuwam nadchodzące odejście, postanowiłem spisać swoją wolę w kwestii pochówku. Najbardziej to bym chciał, żeby oblano mnie czekoladą i złożono w krypcie w kształcie batonika w Zakładach Cukierniczych Wedla.
Jak nie da rady w ten sposób, to poproszę bym spoczął na wieki w szafie w spółdzielni.
Tej oskrobanej.
Siedmiu wspaniałych.
A jednak nieokrzesanych i zupełnie roztrzepanych.
Zatem mówię do nich: nie czas to panowie na plac zabaw.
A oni: jak nie, to zabieramy zabawki i idziemy do domu.
No i poszli.