Archiwum z miesiąca: Kwiecień, 2009

.96

28 kwi 2009

Kiedy podszedłem do telefonu, przypomniałem sobie nagle, że nie pamiętam swojego dzieciństwa. Była druga w nocy. Przez chwilę próbowałem zapanować nad niepokojem, który właśnie zakwitał w moim sercu. Człowiek nigdy nie ma pojęcia, co nagle potrafi zrodzić się w jego duszy. Westchnąłem i podniosłem słuchawkę.
- Pułkownik przy telefonie – poczułem, że słowa odrywają się od mojego języka.
- Tu Urban Harris – usłyszałem charakterystyczny, niski tembr – Przepraszam pułkowniku, ale pomyślałem, że może powinien pan o tym wiedzieć. Jakąś godzinę temu wróciłem do domu i okazało się, że mnie okradli. Nie ma kamery, butów do biegania, zegarka i kopii dokumentów dotyczących Bydgoskich Zakładów Rowerowych.
- Czy pan biega? – wyobraziłem sobie Urbana Harrisa, jak długimi skokami przemiesza alejki pobliskiego parku.
- Oczywiście, panie pułkowniku, co prawda nieregularnie – w jego głosie poczułem cień dumy – ale biegam, tak, biegam – powtórzył.
- Dobrze, w takim razie proszę zostać w domu, nie powiadamiać policji, a ja wkrótce się z panem skontaktuję i wtedy powiem, co i jak. Czy wszystko jest jasne?
- Tak, jak najbardziej. Mam jeszcze pytanie, rozumiem że bieganie na razie nie wchodzi w rachubę.
- Żadnego biegania, absolutnie – powiedziałem zmęczonym głosem – do widzenia.
Wróciłem do łóżka. Skrzydlate cienie drzew wlewały się mroczną zawiesiną do pokoju. Przez chwilę szamotałem się z rzeczywistością, ale już po chwili wciągnęła mnie kraina snu.

.95

27 kwi 2009

Ziemia głęboko w swoich trzewiach przechowuje wiekową historię ludzkiej drogi. Jest milczącą skorupą z zastygłym profilem przeszłości, twardą powierzchnią, na której wyrzeźbiono słowa o naszych czynach, jest trwałym zapisem prawdy. Kto potrafi odczytać ten szyfr z ludzkich kości, z prochów porośniętych chwastami?

.94

26 kwi 2009

Śniła mi się dziś metalowa krowa. Wielka taka. Miała czarne łaty w kształcie Ameryki Północnej. Krowa żarła zieloną trawę. Chciałem do niej podejść i zadać parę pytań z pakietu transcendentalnego. Zwyczajnie miałem ochotę pogadać z trawą, ale nagle w moją głowę wbił się dźwięk telefonu. Była druga w nocy, a telefon dzwonił jak opętany.

.93

25 kwi 2009

Pewien człowiek o imieniu, człowiek mający swoje miejsce i swój czas, człowiek, który dla nas nie ma imienia, ten człowiek właśnie żyje na odcinku drogi, której koryto zdarzeń przecina się z innymi rzekami ludzkich istnień, i te rzeki nieustannie się przecinają, zasilają, wzbogacają, nanoszą życiem i w tej komunikacji powstaje morfologiczna tkanka naszego życia.  Każdy jest rzeką, niekiedy nurtem wezbranym wzburzeniem, niekiedy stabilnym rytmem codzienności, bywamy zniecierpliwieni oczekiwaniem, zmęczeni stagnacją, martwym krajobrazem wokół nas, płyniemy każdego dnia, koryta naszych rzek bywają szerokie, wręcz nieogarnione wzrokiem, ale zawsze mają wytyczony wcześniej kierunek, którego nie można zmienić, jedynie można uczepić się kurczowo jakiejś skały i czekać, trwać w nadziei, że coś się zmieni samoistnie, to próżne i zbyteczne działanie, można też zawrócić, płynąć pod prąd, ta walka z góry jest przegranym zmaganiem, wyczerpie naszą energię, osłabi nasze siły i w końcu wyczerpani, porzuceni gdzieś na brzegu, dojdziemy do końca naszych dni, najrozsądniej płynąć, lecz nie z nurtem, niby z nim, ale poruszać się przy pomocy własnych ruchów, świadomych, kontrolowanych, sprawdzonych, czasami, gdy przyjdzie niespodziewana burza, nieco lękliwych i niepewnych, ale czas zgiełku zawsze mija, to pewne, więc lepiej działać, ruszyć, podjąć wysiłek, wzmocnić się siłą innych rzek, połączyć nurty, zjednoczyć i wtedy już razem, wspólnie dotrzeć do początku życia.

.92

23 kwi 2009

Skąd biorą się łańcuchy górskie, kto konstruuje masywy, szczyty współczesności, jaką górę podjąć, którą zdobyć, która jest bardziej nobliwa i czytelna dla podziwu otoczenia, wprzęgnąć intelekt i wyruszyć w podróż, to moje zadanie, sięgam do gazety, tam mój guru musi gdzieś być, starannie sfotografowany, z tego lepszego profilu, gładki myśliciel, delikatny kapłan mój, oto jest, wybieram, niech jego słowa wzrastają we mnie, bo ja tak właśnie chcę żyć. Szanowny guru, proszę o łatwe życie, proste i upływające mi na prostych zadaniach, będących kopią twojego podziwianego życia, niechaj relikwie twoich medali i statuetek oświetlą jasnym snopem moją duszę, abym odnalazł drogę szczęśliwości, jakiej ty dostępujesz, zatem ja, twój intelektualny pies, wierny kompan i giermek twoich akcji, składam tobie pokłon i żegnam cię sakramentalnym pocałuj mnie w dupę turbo pajacu.

.91

21 kwi 2009

Jakże łatwo pogadać ze swoją ręką, aby nagryzmoliła parę zdań. Trudniej jednak po otwarciu drzwi, zastać u progu mądrość, dostrzec ją, przykucniętą i bezdomną, zaprosić do swojego umysłu i poddać się jej przesłaniu. Jakże niezmiernie łatwo zabawić się w słowną szermierkę, potyczkę, uliczną burdę, wzniecić małomiasteczkową pyskówkę, zrzucić z siebie ten wieloletni balast kompleksów, owe poczucie winy, z reguły nieuświadomione, że służy się formacji o wartościowaniu ujemnym, że zamieniło się niegdysiejsze ideały młodości, na tanią posadę, ufryzowaną tytułem, zamkniętą kwadratem umysłu, zobaczyć siebie w programie „Kolejny człowiek stał się małym niedowiarkiem”. Teraz oklaski, błyski fleszy, wypowiedział się, tak, przemówił, urodził słowo, powiedział to samo, ale jednak od tyłu, pogroził palcem, niedbale i jakoś pokracznie, płasko, sflaczale, wykrzesał niby coś innego, ale niemrawo, jak gdyby mruczał pod nosem.

.90

20 kwi 2009

Dobra, dobra, powoli wszystko się wyjaśni. Trochę cierpliwości.

Tymczasem warto pójść do warzywniaka, kupić kilogram marchwi i zrobić sobie sok. Można też włączyć telewizor i zastanowić się, czy nie warto wywalić go przez okno.

.89

17 kwi 2009

Sztuka, która nie zawiera w sobie elementu wiecznego, jest zwykłą przeciętnością.

.88

15 kwi 2009

Współczesny totalitaryzm zmienił swoje oblicze, przekształcił się w zaprogramowaną inwazję na ludzką duszę, w operację na barykady tradycji, chroniące dostępu do mentalnej, twardej struktury charakteru, łączącego wspólnotowym węzłem mnie i ludzi dookoła, tak aby nas zmienić, przepoczwarzyć, rozbić i zdeformować, aby rozkręcić do niewyobrażalnych rozmiarów spiralę ludzkich potrzeb. Na styku tych wymiarów pojawia się napięcie, lęk, frustracja, przestrzeń zrodzona, a nie zrealizowana, domaga się wypełnienia, krzyczy bólem potencji, ów brak rodzi zagrożenie dla samego człowieka, który staje się wrogiem samego siebie. Tak więc, żyjemy w artefakcie rzeczywistości, czymś nieprawdziwym, przekłamanym, celowo zabarwionym fałszywą emocją, patrzymy na siebie z narastająca nienawiścią. Współczesny umysł niczym bestia spragniony jest krwi, śmierci, sensacji, agresji, przemocy i wojny, ta procesja mentalnego paraliżu trwa i trwa, coś na kształt ceremonii liturgicznej trwa w medialnej kampanii na normalność. Co robić, pytam, jak przeciwdziałać, wygląda jak gdyby nie było wyjścia, mówię, co robić, odpowiadam pytaniem, co robić zdaje się pytać tłum, my pijemy wino, oni też piją, coś wymyślimy, coś musi się wydarzyć.

.87

14 kwi 2009

Jako ludzie mamy prawo do formowania codzienności w wygodę, usprawnienia, ułatwienia i czynienia czegokolwiek, co zoptymalizuje nasze zmaganie z rytmem natury, fizjologią, wdrażaniem marzeń, kontynuacją cywilizacyjnego marszu. Ja nawołuję do mądrości. Do dbałości o środowisko wewnętrzne, do świadomego konstruowania otoczenia przychylnego człowiekowi, do rozsądku i opamiętania, do sprzeciwu wobec śmiałości tych, którzy zatracili poczucie szacunku i jednocześnie dzierżą narzędzia mogące krzywdzić innych, manipulować ich emocjami, ich wolnością czy organizacją życia według ich własnej wizji, to głos o powstrzymanie swoich zapędów, owych zwierzęcych instynktów, gotowych w ślepym i obłąkańczym galopie zaprowadzić nas na krawędź przepaści. Wszyscy jesteśmy użytkownikami rzeczywistości, do każdego z nas codziennie zwracają się ludzie, nadchodzą pojedynczo, czasami falami, komunikują się gestem, listem, spojrzeniem, słowem, przynoszą ze sobą swoje sprawy, wykładają zmartwienia, kiwają głowami, tłumaczą, wyjaśniają, wyciągają ręce, czy potrzebują wiele, czego żądają, jakie mają oczekiwania, z reguły nie chcą dużo, jakieś tam słowo, fragment uśmiechu, nieznaczna forma akceptacji, dźwigają swoje marzenia, próbują nas zarazić swoim uniesieniem, niekiedy są świadomi misji, w której uczestniczą, lecz i nie mają pojęcia, co się dzieje, są zagubieni, chcą być pokierowani, wysłuchani i obdarzeni wskazówką, i co wtedy, jak zareagować, czy to intruz, węzeł przeznaczenia, czy i jak zdecydujemy, według jakiej reguły postąpić, pewnie wiadomo, działać przyzwoicie i zgodnie z uczciwością, nie krzywdzić natchnionych i nie zamykać drzwi przed pracowitymi, co zrobić z tymi, którzy chcą zmieniać świat? Czy to fraza – szmata, ścierka do zmywania brudu, jakieś przeklęte słowo, jakaś sentencja obarczona klątwą, o której nic mi nie wiadomo? Może powinna leżeć i czekać, niech nadal ją depczą. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że zabronione jest używanie powyższego zestawu słów, kurde, naruszyłem jakieś pieprzone prawo międzynarodowe czy jak.