Archiwum z miesiąca: Styczeń, 2009

.52

31 sty 2009

Poszedłem do drugiego pokoju poszperać w jego notatniku.
Znowu znalazłem jakiś fragment:

„Kiedy szare wstęgi brunatnej ziemi okrył płaszcz drobnych liści, fragmentów słomy i wypalonej trawy a niebo wypełniły potężne kłęby chmur, sunących ospałym spacerem, dla wszystkich ludzi był to widoczny znak, że nadchodzi jesień. Niemalże każdego dnia wiatr szamotał okolicę nerwowym oddechem, a płacz deszczu czynił duszę melancholijną i podatną na smutek. Słońce skróciło swoją wędrówkę po nieboskłonie, tym samym skąpo rozświetlając serca spragnione blasku. Poczciwe drzewa, pozbawione liściastego pierza, wstydliwie i z pokorą kryły wyraz niedawnej wzniosłości, tej dumnej potęgi zaszyfrowanej pod warstwami wieloletniej kory. Obecnie ich nagie szkielety wzniecały niepokój, a gdzieś spomiędzy ich strażniczych sylwetek dało się dostrzec ból samotności i jakąś bliżej nieokreśloną trwogę, na ten nadchodzący czas zimna. Cała wieś tonęła w ciszy przyrody, przepastne pola ściskały rozrzucone domostwa w szarości, a zimna bladość nieba odbijała ich gasnące ciepło.”

Ewidentnie coś kombinuje, tylko zastanawiam się co.
Wygląda na to, że będę musiał powtórzyć programowanie.

.51

31 sty 2009

Niektórzy pewnie pytają, dlaczego nic się nie dzieje.
Dzieje się. Zasiana myśl dojrzewa, wykluwa z narzuconych przez system ograniczeń, siedzi sobie i obserwuje.

Właściciel strychu coś kombinuje. Nie wiem dokładnie, co to ma być, ale podejrzewam go o jakiś spisek.

.50

27 sty 2009

Próbowałem nieco nasłuchiwać, chodziłem po domu i wytężałem słuch, ale nic nie słyszałem, może za wyjątkiem jakiegoś szmeru, który dochodził z magistrali rurociągów, pewnie trzeba wymienić rurę, tak pomyślałem sobie.
Więc odpowiem, że słychać tylko szmer w jednej z rur.

Czasoprzestrzeń należycie posklejana i trzyma się solidnie, gdyby ktoś pytał.

.49

26 sty 2009

To co było tu napisane 14 godzin temu, to nie było dobre. Idę spać.

.48

24 sty 2009

Wszyscy ludzie żyją w systemie, którego siła polega na tym, że od panowania nad światem zewnętrznym, przeszedł do kontroli umysłu człowieka. Tym samym system jest w człowieku, już w nim żyje i z każdym oddechem wypełnia jego wnętrze, nasyca sobą, wypełnia, drży wraz z jego pulsującym krwiobiegiem, w jego ciele wędrują zainfekowane elektrony, mali, podstępni strażnicy systemu, wpełzają słowami, obrazami i dźwiękami, szepczą nam swoje definicje, podsuwają formułki, śpiewają pochwalną pieśń systemu, aby nigdy już nas nie opuścił, by był w człowieku, aby niewidzialnym drutem oplótł jego życie i pod pozorem wolności, królował w naszej duszy, człowiek dźwiga w sobie dużo lęku, karmiąc się nim otwiera swoje wnętrze coraz bardziej na system, zaprasza go do siebie i żyje wraz z nim, tak że materialne bądź wirtualne produkty systemu stają się mu bliższe niż brat czy siostra, system kreuje rzeczywistość, która jest zagrożeniem, i takim sposobem kłamstwo klimatyczne ubóstwiło ziemię, a jej bogactwo, które jest darem dla każdej istoty, stało się produktem i kolejnym mechanizmem manipulacji, system produkuje terrorystów, aby byli siewcami strachu, bo skuteczniej kontroluje się człowieka, który się boi, i w tym lęku, pod pozorem bezpieczeństwa ludzkości, odbiera mu się prawa, kłamstwo łatwiej się przyjmuje niż prawdę, bo prawda wskazuje na to, iż człowiek bywa głupi, łatwowierny, że ulega iluzji, presji otoczenia, które jak stado wymusza na człowieku zunifikowane myślenie a jedyna różnorodność pozostaje w sferze ulubionego bohatera filmu i koloru podkoszulki, dzieje się tak, ponieważ w systemie nie toleruje się samodzielności, i co najważniejsze, nie szanuje się człowieka.

System jest pasożytem i karmi się światłem człowieka tak długo, dopóki nie zapanuje w nim ciemność.

.47

22 sty 2009

Wysłałem właściciela strychu po zakupy i korzystając z jego nieobecności, postanowiłem zajrzeć do drugiego pokoju. Na stole leżał notatnik, w którym znalazłem coś takiego:

„Chyba umarłem – pomyślał pułkownik i w tej samej chwili jakaś siła przemieściła go jeszcze głębiej w otchłań własnej duszy. Panowała tam krępująca cisza i pułkownik przypomniał sobie, że nie zapłacił rachunku za energię elektryczną za ostatnie dwa miesiące. To trochę nie w porządku – stwierdził, a wtedy stanęła przed nim jakaś postać, ewidentnie stylizowana na anioła, w czym utwierdził go tuman kurzu wzbudzony pierzastymi skrzydłami. Jestem Aniołem Boga Najwyższego, zwą mnie Gabryelem, poprowadzę cię przed oblicze Pana Świata, wyznał głosem aksamitnym i pełnym czystości. Na jego znak otworzyła się przestrzeń, a przez powstałe szczeliny wlała się światłość, która rozpraszała się na setki promieni. Ładnie i efektownie, rzekł pułkownik tak jak gdyby do siebie, ponieważ anioła już dawno nie było, za to w niewielkiej odległości dostrzegł rozmytą postać, która pomimo sennej bladości, do złudzenia przypominała mu jego samego, tylko w doskonalszej formie. Czy ty jesteś Bogiem, wyszeptał pułkownik jakoś lękliwie, co zdziwiło go samego, bowiem uchodził za człowieka odwagi. Jestem Bogiem i mieszkam u ciebie od samego początku, cieszę się, że w końcu mnie odnalazłeś, odrzekła postać, która jednocześnie przemieściła się we wszystkich kierunkach i otoczyła go szczelnym kordonem obecności. Wtedy pułkownik zrozumiał, że zupełnie niepotrzebnie stracił tyle godzin na wznoszenie modłów do kogoś, kto był paradoksalnie blisko i wystarczyło zwyczajnie zagadać do siebie. Czy jest coś, o co chciałbyś mnie zapytać, zwrócił się do niego Bóg, a kiedy tak stał w lekkim pochyleniu dźwigającym kłopotliwą sytuację świata, jego twarz zapraszała do zaufania i pułkownik zagaił o to, czy aby nie przeszkadzał Jego Majestatowi swoją krnąbrną postawą, bo przecież szeroko znane są jego występki. Tymczasem Bóg zatrzymał wzrok na jego obliczu i westchnąwszy, pstryknął palcami. Wokół powstała poświata ciemności i nagle zjawił się ciemny osobnik, skryty aurą otchłani i co dziwne, ale w swojej szkaradności będący niejako wierną matrycą sylwetki pułkownika. Smuga pyłu piekielnego wydobyła się z jego duszy, ponieważ stał przed nim najprawdziwszy książę ciemności. Na to pułkownik zebrał się w sobie i rzekł bez cienia lęku; rozumiem, jesteś diabłem i pewnie składasz niezapowiedziane wizyty w mojej duszy, będąc prowodyrem grzechu i zniszczenia, a ja prowadzony ślepotą własnego rozumu służyłem tobie, siejąc pogrom w swojej duszy. Diabeł zaśmiał się złowieszczo, potrząsnął kudłatą głową skrywającą dwa kikuty symbolu złą i rechocząc, rozpłynął się w nieskończoności.”

Nie wiem, co o tym sądzić.
To chyba jakieś opowiadanie.
Zastanawiam się, czy to efekt uboczny programowania.

.46

21 sty 2009

Chmury, ciężkie i nabrzmiałe macierzyństwem dla przyszłego urodzaju ziemi. Suną powolnym ruchem wzdłuż sklepienia. Zawieszone na niewidzialnej konstrukcji przestrzeni, trwają w wyczekiwaniu na ten właściwy sygnał, aby chwilę później zrzucić z siebie nagromadzony skarb. Woda oczyszcza ducha tego świata i przywraca mu dawne oblicze.

.45

21 sty 2009

Na śniadanie dwa jajka i herbata. Potem godzina na dachu i zapoznanie się z sytuacją na froncie. Niepowstrzymanie zbliża się czas wznowienia walk. Właściciel strychu po pierwszym programowaniu nic nie mówi. Od rana robi porządki w drugim pokoju, ściera kurze, naprawia jakieś zaniedbania, nawet kolorami poukładał wszystkie podkoszulki. Jego dawne myślenie pewnie nie raz jeszcze da o sobie znać, ale ustanie w miarę kolejnych programowań.

.44

20 sty 2009

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystkie wydarzenia mają swój sens i wynikają z konieczności doprowadzenia do punktu, od którego rozpoczyna się reakcja łańcuchowa. I wtedy dopiero rzeczywistość zdradzi swój krajobraz.

Ci, którzy mają rower powinni wiedzieć o co chodzi.
Pozostali niech żyją w naiwności świata, który uważają za własny.

.43

18 sty 2009

Rzeczywistość jest utkana niewidzialną pajęczyną połączeń, które nieustannie pulsują w niepowstrzymanym procesie wymiany. Każdy oddech, każde słowo, każda myśl i czyn zmieniają natężenie duchowe i zmieniają pole światła.
Dlatego trzeba regularnie płacić za prąd.

Właściciel strychu ma chyba prąd na lewo.