Archiwum z miesiąca: Grudzień, 2008

..8

14 gru 2008

Siedzę sam na strychu. Nikogo nie ma. Adiutanta wysłałem po ziemniaki, przyda się jednak odmiana w jadłospisie. W miarę możliwości człowiek powinien zwracać uwagę na to co spożywa, silnik, układy chłodzenia, system wentylacji, hamulce wewnętrzne, wszystko to podlega fazom konserwacji, czyszczenia i starannej diagnostyki, nie da się zbyt dużo zwojować, kiedy układ mechaniki ciała rdzewieje, a to co zjemy w zasadniczym stopniu wpłynie na jego sprawność. Jak to się mówi: w zdrowym ciele zdrowy duch.    Próbowałem przeglądać mapy sztabowe, rozwinąłem kilka rulonów i rozłożyłem na biurku, przejrzałem linię frontu, rozciągała się zygzakowatą kreską wzdłuż rzeki Tiny, potem wspinała się nieznacznym łukiem po zboczach Jabłoniowych Wzgórz i dalej już w linii prostej przecinała krainę na niemalże dwie równe części. Od paru tygodni sytuacja zdaje się być stabilniejsza, pomimo że okres zimowy wbrew pozorom sprzyja działaniom zaczepnym. Nie wiem, może wróg chwilowo wyczerpany ostatnimi walkami, postanowił uciszyć swoje zmagania i nabiera sił przed kolejnym zrywem. Trudno cokolwiek przewidzieć na tym etapie. Lada moment powinien pojawić się właściciel mieszkania, ciekawe czy przyniesie plany BZR. To zabawne, że człowiek w tak zaawansowanym stopniu może być duchowym inwalidą, jego upośledzenie w tym zakresie i totalna niewiedza połączona z ignorancją, wzbudza we mnie na przemian śmiech i litość. To wstyd, aby w dzisiejszym świecie nie rozróżniać takich kategorii jak wolna wola, wołanie ojca, czy też holograficzny kosmos. Trzeba będzie nad nim popracować.

Rozbolała mnie głowa.

..7

13 gru 2008

Przed chwilą dzwoniłem do Urbana Harrisa. To szef firmy w której pracuje właściciel mojej tymczasowej kwatery. Oczywiście powiedziałem mu o tym, że jego pracownik ma zamiar wynieść niepostrzeżenie dokumentację na temat Bydgoskich Zakładów Rowerowych, w skrócie BZR. Zrobiłem to nie dlatego, że brzydzę się wszelką formą kłamstwa, wręcz przeciwnie, uważam że człowiek ma naturalną, pełzającą formułę siebie samego dla innych i zawsze jest nieco naciągany, więc nie widzę powodu, dla którego od czasu do czasu, nie można by sprzedać siebie samego w innym przebraniu, ale nie chodzi o to, mój czyn związany był z pewnym elementem obecnej kampanii wojskowej a o czym poinformuję Was trochę później. Nie mniej jednak Urban Harris, pomimo głosu brzmiącego jak u kogoś kto siedzi w studni, wydał mi się wyraźnie poruszony. Nie zdradził swojego zaniepokojenia a na koniec rozmowy powiedział:

- Widzę proszę pana…

- Raczej pułkowniku – od razu go poprawiłem, ponieważ nie lubię, gdy nazywa się mnie w inny sposób.

- Dobrze panie pułkowniku, o ile dobrze pana zrozumiałem, to reprezentuje pan pewną organizację, która z kolei prowadzi pewne działania, o których, jak sam pan powiedział, nie może mi pan nic w tej chwili powiedzieć i jednocześnie twierdzi pan, że mój pracownik właśnie wyniósł z mojego archiwum materiały o fabryce rowerów. Muszę przyznać, że nie wiem jak zareagować na pańską wypowiedź i słowa, w których prosi pan, żebym nie reagował, ani nie wykonywał żadnych chaotycznych ruchów. Cała ta rozmowa jest dla mnie zaskakująca. Cóż, w swoim życiu przywykłem do tajemnic i do tego, aby ich dochowywać, w gruncie rzeczy te dokumenty nie zawierają w sobie żadnych znaczących treści i, o ile to panu pomoże, chętnie przymknę oko na ten incydent, jednakże proszę o informacje, i to w miarę systematyczne, o postępie pańskiej kampanii.

- I niech tak pozostanie – po czym odłożyłem słuchawkę i poszedłem wymyć zęby.

..6

12 gru 2008

Zjadłem chleb z masłem i od razu poczułem się lepiej. Zanim to jednak nastąpiło nosiłem w sobie ciężar smutku, który już po przebudzeniu rozciągał się we mnie cienką strużką, mającą początek w pierwszych latach mojego życia, kiedy to wzrastałem w osobliwych warunkach, gdzie znosiłem cierpliwie psychiczne tortury a wszelkie uczucia wypędziłem na pustynię, aby dojrzewały w słońca dnia, potem miesiąca i kolejnych milczących miesięcy, aż po długie lata smutku, będącego zmaterializowaną formą żalu i pretensji do ojca jedynego pośród wielu, za to, że pozbawił mnie dzieciństwa i jednocześnie zatopił we mnie jego pragnienie, bo jestem niczym wieczny obraz naiwności, kiedy tak stoję wpatrzony w nieskończoność kosmosu, smutku będącego skałą, wysoką, uczesaną szczelinami nadziei i piętrzącą się dumnie pod moimi stopami, i woła do mnie ojciec poprzez długie lata wojennej zawieruchy, ten czas zgiełku i buntu właśnie się kończy, a jedyny i prawdziwy dzień zwycięstwa wkrótce nadejdzie. Od rana deszcz wystukuje chaotyczną sonatę i kiedy tak patrzyłem na jej ścieżki na szybie, to nagle poczułem jak bardzo jestem samotny. Dlatego poszukuję człowieka, przyzywam jego serce, aby otworzyło swoje wrota i wpuściło ten orszak słów, który pokornie wyczekuje pod wysokim murem zamku.

..5

11 gru 2008

Zupełnie nie potrafię zrozumieć właściciela tego strychu. I nawet nie wiem jak ma na imię. Pracuje w firmie telekomunikacyjnej, to wiem, jego dziewczyna ma na imię Liliana, to też wiem, a jakiś dziwny koleś, który co chwilę wydzwania do niego o kasę to Darex. Dzisiaj przed wyjściem do pracy, ugotował 400 gramów makaronu, to w porządku, wiadomo obowiązki, ale dlaczego zdziwił się, gdy rozkazałem mu przynieść ze swojego biura projekt Bydgoskich Zakładów Rowerowych, no to tego to już nie rozumiem. W kampanii wojskowej nie ma emocji, pytań, mamrotania pod nosem i trzymania rąk w kieszeni. Jest zadanie, to trzeba działać. I tyle. Dokładnie wiem, że w jego biurze znajduje się taki projekt, a jego szef to jakiś idiota, więc nie ma sensu otwierać przede mną teatrzyku emocji i produkować gestykulację odpowiednią dla przemiłych kobiet na rynku. Nie ma nic gorszego niż przetwórstwo emocjonalne w wydaniu mężczyzny. Czy ja tu jestem po to, by przytulać, karmić ciepłem i delikatnie dawać do zrozumienia, że nadchodzą trudne chwile i trzeba będzie jakoś przeczekać pod pierzyną, nie, jestem po to, żeby powiedzieć, iż jest nieco przejebane i trzeba uderzyć. Zaatakować.

..4

10 gru 2008

Wszystko da się załatwić i wszystko da się rozwiązać. Nie ma takiej sytuacji, ani takiego zdarzenia, nie istnieje taka ludzka słabość ani życiowa pomyłka, które nie podlegają prawu przebaczenia, oczyszczenia i wstąpienia w krainę jasnej przestrzeni. Warto inwestować w żarówki, ale światło z czarnej żarówki nie cieszy się zbyt dużym powodzeniem, taka prawda. Nie ma takiego zamierzonego skurwysyństwa otoczenia, które inni konstruują w ciemnościach swojego serca, nie ma takiej bestii, którą inni zaprzęgają by dokopać drugiemu człowiekowi, aby go stłamsić, zdusić, aby zatopić go w kadzi swojej goryszy, przemycić na drugiego swoje lęki, ograniczenia i resentymenty. Są takie betoniarki, które przywracają właściwy porządek. Lubię betoniarki i dzięki nim wszystko da się załatwić.

Taka to jest właśnie sprawa.

..3

9 gru 2008

Pół nocy spędziłem na dachu. Ciągle patrzyłem w gwiazdy oczekując jakiegoś sygnału do dalszych działań, ale nic takiego nie nastąpiło i w rezultacie zacząłem wspominać swoje dzieciństwo, i tak zasnąłem, ocierając się o granicę początku. Śniło mi się, że razem z ojcem ratowaliśmy świat. Ojciec poruszał się rowerem a ja biegłem za nim. Mijaliśmy po drodze ludzi, ale nie mogłem złapać tchu i tym samym wyjawić im, o co tak naprawdę nam chodzi. Przemierzyliśmy w tym układzie całkiem spory kawałek drogi, aż w końcu dotarliśmy na opuszczoną stację kolejową, na którą w tej samej chwili wtoczył się pociąg. Ojciec rzucił rower na ziemię i w trzech podskokach wspiął się na platformę wagonu, po czym zniknął w jego trzewiach. Zrozumiałem, że w tym momencie moja rola się odwróciła i teraz ja jechałem rowerem za pociągiem a ojciec prawdopodobnie zalegał w środku na kanapie. Wtedy się obudziłem. Unieruchomiona tarcza księżyca niczym luneta zdradzała głębię wszechświata i jednocześnie zapraszała do jego odwiedzin. Ja jednak miałem inne zadanie i nawet nie próbowałem myśleć o powrocie.

Jestem duchowym najeźdźcą i stoję na czele armii, która wkrótce stratuje pobliskie ziemie. Pojawimy się wspólnie, sprzęgnięci duchem zwycięstwa i skąpani szaleństwem żywiołu, oczekującego już na krawędzi świata.

..2

6 gru 2008

Zanim jednak wyjaśnię Wam naturę swojego świata, chciałbym abyście posłuchali opowieści skądinąd prozaicznej, jednakże rzucającej właściwe światło na moją osobę.

Gdyby ktokolwiek zapytał mnie jakim cudem udało mi się przetrwać w tamtych warunkach i w dodatku skutecznie działać, będąc jednocześnie osaczonym przez liczne oddziały wroga i nieustannie prowokowany, zepchnięty w najdalsze zakamarki własnej duszy, wielokrotnie denuncjowany i zaciekle tropiony na każdym kontynencie, gdyby zliczyć dni bez pożywienia, dni w okopach i w błocie, noce rozciągnięte w atramencie nieskończoności, schronienia w płyciznach rzek i czeluściach wulkanu, dni samotne i pełne westchnień za powrotem do początku siebie samego, tam skąd płynie niewyczerpane światło życia, westchnień za końcem tej wiecznej tułaczki, którą niekiedy odbierałem jako krzywdę wymierzoną w moją jakby nie było spokojną naturę, wypatrującą prawdy, rozmiłowanej w pięknie i walczącej o dobro, gdyby zatem pojawiło się takie pytanie, to przyznam szczerze, że nie znalazłbym na nie odpowiedzi.

Teraz, gdy chwilowy spokój zawitał w moim życiu i kiedy tak zalegam na strychu u pewnego osobnika, to z tej perspektywy myślę sobie, że życie potrafi być piękne. Postanowiłem spożywać regularne posiłki. Na śniadanie zjadłem makaron, może nieco rozgotowany, ale zważywszy na okoliczności ostatnich godzin i poranną kondycję właściciela mojej tymczasowj kwatery, to nie jestem wcale zdziwiony. Przyznam, że musiałem mu dość dobitnie wytłumaczyć, że moja niespodziewana obecność w jego mieszkaniu, do którego zresztą sam mnie wpuścił przez wyłaz dachowy, to nic innego, jak tylko kolejny odcinek mojej drogi, misja bliżej nieokreślona czasowo, taka przypadłość, konieczność, rozkaz z góry i tyle. Niektórzy ludzie naprawdę mają słabą wiedzę o kosmosie. Zbyt wiele mu nie tłumaczyłem, bo byłem trochę zmęczony i po prostu wpiąłem mu swoją wolę w umysł, licząc że szybko uda mi się go zaprogramować i zaadoptować do mojego planu. Na razie uczyniłem go kimś w rodzaju kucharza i poleciłem, aby każdego dnia gotował makaron dla mnie, mojego adiutanta i oczywiście dla siebie samego. Makaron jest pożywny i nie krępuje estetyki, ponieważ jest prosty w swojej strukturze. Człowiek ten, a imienia jego nie znam, ma dość skomplikowaną kwestię życiową, tak przynajmniej zrozumiałem z jego kilku zdawkowych wypowiedzi, bowiem pojawił się w nich jakiś wątek z krnąbrną narzeczoną i motyw faceta, który wściekle wydzwaniał do niego o kasę. Poza tym dzisiejszą noc spędził w dość niewygodnej pozycji. Mój adiutant skrępował mu ręce i zakneblował usta. Biedak pewnie się męczył, ale myślę, że w rezultacie spał wygodnie. Ten niespodziewany incydent miał miejsce, ponieważ ten człowiek nie zdawał sobie sprawy, że czasem jest coś, co jest wyższe, a co z kolei definiuje moje przeznaczenie i tych, którzy są w moim otoczeniu. A to że wypadło akurat na niego, to nie moja już wina. Po prostu niepotrzebnie się zdenerwował i mojego adiutanta poniosło. Taki już ma parszywy charakter, pomimo swoich dziesięciu lat.

..1

4 gru 2008

Przepraszam, ale niestety musimy porozmawiać.