.40

13 sty 2009

W środku nocy zadzwonił telefon.
- Kwatera Główna – powiedziałem i jednocześnie ziewnąłem.
- Synu, tu tata, poznajesz mnie? – usłyszałem znajomy głos ojca właściciela strychu.
- Tak tato, to ty, mój tata – odrzekłem.
Bezlistna, naga gałąź tańcząca za oknem, odbiła się szkieletem w ciemnościach. Wiał zimny wiatr od morza.
- Słuchaj synu, zapomnij o tym jaki byłem kiedyś i przebacz mi, dobrze?
- Dobrze tato, ale co mam tobie przebaczyć?
- Nie wiem, ale oglądałem właśnie taki film i w tym filmie syn przebaczył ojcu i wtedy ten ojciec umarł.
- Umierasz tato?
- Nie wiem, możliwe.
- Rozumiem. Muszę jeszcze oddać tobie kasę.
- Tak. Kiedy mógłbyś oddać?
- Po wypłacie.
- To dobrze. Ubieraj się ciepło.
- Tak tato, będę się ubierał ciepło.
- Na razie synu.
Odłożył słuchawkę. Położyłem się do łóżka, przykryłem kołdrą i od razu zasnąłem. We śnie poszedłem na łąkę, obserwować pracujące mrówki.

| Brak komentarzy »

.39

11 sty 2009

Wstałem sobie rano i przyszło mi na myśl, że niektórzy zastanawiają się kim jestem.
Jestem pułkownikiem i zrobię porządek.

Tymczasem siedzę wygodnie i słucham Mussorgskiego. To kawał dobrej muzyki. Dusza rosyjska w swojej rozległej przestrzeni ma w sobie coś z ducha szaleństwa, pewne zatracenie, pokorne przyporządkowanie się woli nadrzędnej, spuszczenie głowy, a w sercu ciche przyzwolenie do zniewolenia. Przy tym jednak jest nieprzewidywalna, i w każdej chwili może pojawić się w niej bunt, jakiś niepojęty pierwiastek, który w jednej chwili zmienia krajobraz rzeczywistości. Ten duch porusza się w górę i w dół, i jest niemy w tym swoim całkowitym uzależnieniu. Na przemian grają nim demony i bogowie i zdawałoby się, że tylko przypadek sprawia, w czyjej pozostaje mocy.

W najwyższym duchu nie ma przypadków.

| Brak komentarzy »

.List pierwszy

9 sty 2009

Pozdrawiam wszystkich wędrowców życia, zagubionych we własnej gęstwinie myśli i czynów, w błędach i trudach dnia splątanych. Pozdrawiam słabych i umęczonych bólem istnienia, zamkniętych w pułapce własnego umysłu, witam niewolników zepsucia i zatopionych w kąpieli grzechu, poszukuję wzrokiem użytkowników błędu i własnej naiwności, pozdrawiam uwiedzionych fałszywą nutą proroków i sparaliżowanych grzechem nieświadomości, wyczekuję opętanych i wiedzionych na łańcuchu drugiego człowieka, wybrańców, którzy upadli i potępionych, którzy nie powstali, zapraszam tych, co mi szklanki wody nie podali i tych, co schronienia odmówili, depczących przykazania i menadżerów prawdy oczekuję, kierowników przyjemności wyciągam z podziemia a sztukmistrzom mamony każę podejść bliżej. Gnijących w nędzy pozdrawiam, złamanych życiem pozdrawiam, opuszczonych przez własne dzieci pozdrawiam. Zaszytych w zakamarkach własnej duszy odszukuję i wyciągam z jaskiń mścicieli. Każdego niskiego i każdego wysokiego. Wskazuję palcem na zwycięzców teleturnieju życia, panów codzienności, światła i prawdy, idoli z marmuru, żelaza, styropianu i papieru, przywołuję myślą tych, co wyroki kreują, sędziów świata wzywam przed swoje oblicze. Krzyczę do donosicieli i tych, co niszczą spokój innego w imię małości własnej, budzę skrępowanych chciwością i porażką przygniecionych. Zwracam się do myślicieli i arystokratów ducha, do tych, co kształtują w polityce ludzką codzienność i do gwałcicieli ludzkich praw. Budzę każdego swoim głosem. Mówię do każdego człowieka.

| Brak komentarzy »

.38

9 sty 2009

Właściciel strychu dochodzi do siebie. Jak tylko się obudziłem nakazałem adiutantowi, żeby wywali telewizor. Na śmietnik. Potem smażyłem sobie sam makaron, bo nie lubię, gdy ktoś inny w tym pośredniczy. Był smaczny.

Prawa nauki nie mogą dyktować modelu postrzegania świata, ponieważ ludzki umysł jest zbyt ułomny, aby pojąć jego tajemnicę. Infekcja percepcji ma źródło w ludzkiej pysze, która żąda od jednostki kompletnej wiedzy na temat rzeczywistości. Bardzo pięknie, tylko dlaczego tak płytko?

| Brak komentarzy »

.37

8 sty 2009

Powoli przygotowuję się do akcji. Jeżeli śledzicie prasę, a myślę że tak, to zapewne rozumiecie, że tak dalej być nie może.

Będę szczery i parę osób to zaboli.

A ja mam to w dupie.

| Brak komentarzy »

.36

7 sty 2009

Leżałem na dachu i miałem takie przemyślenia na temat świata.
Świat jest okablowany głupotą. I aby głupocie nadać status decyzyjny, wymyślono opinię publiczną. I aby mieć kontrolę nad opinią publiczną, to karmi się ją odpowiednio spreparowaną paszą medialną. Jest na to bardzo prosty sposób, czyli programowanie umysłu. Oczywiście zachowuje się przy tym niczym nie powstrzymaną krucjatę przeciwko mądrości, którą obecnie podaje się na tacy zacofania. Tak oto powstaje dzisiejszy świat.

| Brak komentarzy »

.35

5 sty 2009

Jeżeli sen powtarza się dwa razy, to znaczy, że wchodzimy w źródło hologramu.
I jest dobre, kiedy tę możliwość potraktujemy poważnie.
Owszem, możemy to zignorować, tak jak inne ślady wskazujące na próbę nawiązania łączności.
Pełen obraz hologramu w człowieku jest najwyższym stanem ducha i otwiera przed człowiekiem nieskończone możliwości czynienia swojej woli.

Zjadłbym jajka sadzone na szynce, ale nie ma jajek ani śladu mięsa w lodówce. Nie mam serca wysyłać właściciela strychu do sklepu. Całą noc pił wodę i często zaglądał do toalety. Jak wyzdrowieje, to zaprzęgam go do roboty i zaczynamy ratowanie świata.

| Brak komentarzy »

.34

4 sty 2009

- No dobra, panie pułkowniku – odezwał się głos w słuchawce – mówi Urban Harris. Jak wyglądają nasze sprawy?
Przez chwilę próbowałem sobie wyobrazić, jak stoi w rozkroku w gabinecie, z dumą spogląda na swoje zdjęcie ze znanym politykiem i dla zatarcia śladów zdenerwowania, dłubie palcem w nosie.
- Ale jakie niby sprawy – odpowiedziałem i mówiąc to poczułem, że ten człowiek jest narcyzem.
- No BZR, haha – zaśmiał się, tak jakość mało naturalnie – Wie pan, panie pułkowniku, miał pan mnie informować o postępach kampanii.
W moim sercu drgnął impuls elektryczny przewodzący gniew i jednocześnie zainfekował mój umysł.
- Nie mam zamiaru nikogo powiadamiać o swoich decyzjach, chyba że dotyczą one konkretnych wykonawców mojej woli, a o ile się nie mylę, nie przewiduję pańskiego udziału w jakiejkolwiek mojej akcji, ze względu na pana zaawansowaną, galopującą głupotę – wyrzuciłem z siebie.
- Z całym szacunkiem, panie pułkowniku – Urban Harris zaczął się jąkać – ja w żadnym wypadku, nawet w najśmielszych marzeniach, nie brałem pod uwagę swojej skromnej osoby w tak szlachetnym przedsięwzięciu – przerwał zasapany a ja poczułem, że naprawdę jest mu przykro – Nie chciałem pana zdenerwować, a widzę, że tak uczyniłem, bardzo zatem przepraszam i na wytłumaczenie podam tylko, że niepokoiłem się o mojego pracownika, skądinąd panu znanego. Nie pojawił się dwa dni w pracy i…
- Jest chory – wtrąciłem nieco zmęczony beznadziejnością jego osobowości – Leży, je czosnek, pije herbatę z cytryną, ogólnie jego stan jest dobry, ale do pracy przyjdzie za parę dni.
- Tak, absolutnie rozumiem, tak, jest chory, bardzo dobrze.
- Bardzo dobrze i żegnam teraz pana, pozdrowię go.
Odłożyłem słuchawkę. Przez uchylone drzwi usłyszałem, jak właściciel strychu przewraca się w ciężki i powolny sposób, rozciąga mięśnie, przez chwilę szamocze się z kołdrą i zasypia.

| Brak komentarzy »

.33

4 sty 2009

Całą noc nie spałem. Leżąc w mundurze zastanawiałem się nad przyszłością tego narodu. Nie będę ukrywał, iż jestem znacznie zaniepokojony zachowaniem i postawami co niektórych grup. Nie jest dobrze. Moje serce jest zasmucone.

Przyjdziemy w energii, nie oprze się jej człowiek i wszyscy będący w jej polu, poczują w sobie moc i siłę, która zmieni ich świat, odrzucimy dekoracje i odnajdziemy za parawanem kreatorów kłamstwa, wtedy zwyczajnie damy im klapsa na dupę a oni z płaczem duszy powrócą do siebie, aby zająć się uprawą ziemniaków. Ziemniaki są dobre. Kto z jednego ziemniaka czyni mnogość ziemniaków, ten dostąpi odkupienia. Przynajmniej tak mi się wydaje.

| Brak komentarzy »

.32

3 sty 2009

Zjadłem i wróciłem do lektury pamiętnika:

„…w tym całym zmaganiu z własnym podziemiem, po latach fortyfikacji, planowania linii obrony, po niezliczonych godzinach analiz, tym ciągłym wynajdywaniu słabych punktów, nagle przeżyłem coś na kształt upadku. Sam w swoim cieniu, odbity w jej oczach, zdobyty, ogołocony, z bezbronnym westchnieniem niepokoju, ekstatycznie podkręcony i porzucony. Owa niewysoka, powabna istota, bez większego ociągania wdarła się w moją duszę i przechadzała się swobodnym spacerem po jej terytoriach. Tymczasem po jej obecności nie pozostał już żaden fizyczny ślad. Scena raziła pustką i należało podjąć jakieś kroki. Zerknąłem na adiutanta, ten czujny i zwarty, głodny, lecz na nasłuchu, już jest obok, i rozumie bez słów, odchodzi, odjeżdża i wraca po chwili, która nie zna czasu, i już niesie kwiaty, ogromny, pękaty bukiet rozproszony kolorami, wtedy powstałem i trzymając je przed sobą, niczym monstrancję, wspiąłem się schodami ku scenie, potem w jej skrzypieniu oddaliłem się w kierunku garderoby, która jest jedną, obszerną salą, gdzie są wszyscy, po części w zmienionych ubraniach, na wpół ubrani, na przemian zwracający uwagę na porzucone instrumenty, aby ich nie uszkodzić, lekko onieśmieleni moją obecnością, zbliżyłem się w marszu do wiolonczelistki, która już rozumie ten tajemniczy pochód, patrzy wzrokiem pełnym napięcia, jestem blisko, niektórzy chichoczą, popisują się, i nagle ktoś dla żartu uderzył w jedną z tych grubych, napiętych żył kontrabasu, niski, solidny bas rozproszył się po postaciach, rozerwał zaskoczenie, po czym już w niemocy osiadł w ciszy, ustąpił miejsca moim słowom, a ja w ukłonie, w chłopięcym uśmiechu zakłopotania, dziękuję wszystkim i nieprzerwanie patrząc na nią, zaprosiłem całą orkiestrę na kolację a kwiaty porzuciłem na pustym krześle, zostawiłem osierocone, smutne i w tym pożegnalnym rozstaniu odszedłem spowity czerwienią wstydu. Potem wspólnie jedliśmy w jakimś nienazwanym skrępowaniu, jedliśmy w mlaskaniu, połykaniu i w urywanych kwestiach, przebąkując coś o pogodzie, patrząc zamiennie w okno, na nieruchome niebo, zapadając się w smugach ciemności, chrząkając, podstawiając sobie półmiski, byli niemi tak jak i ja, bałem się patrzeć a kiedy już to czyniłem, to było to spojrzenie wrogie, wyprzedzające, jak atak z zaskoczenia, po to, by zmiażdżyć innych patrzących, i wtedy, już upewniony efektem zwycięstwa, patrzyłem tylko na nią, ona początkowo odpowiadała w subtelności, aby później w zachłanności wzroku tańczyć wokół mnie, już śmielej, wręcz pewnie i coraz bardziej zdecydowanie.”

Zamknąłem pamiętnik. Siedziałem jeszcze chwilę i wyszedłem na dach. Niebo chlusnęło ciężarem granatu na miasto. Moja przeszłość przez chwilę zdawała się być uwięziona, ale nagle rozlała się nocą i już uspokojony wróciłem do Kwatery Głównej.

| Brak komentarzy »