.42
16 sty 2009Właściciel strychu wygląda mi na gotowego. Zaczynamy więc konkretną robotę. Od tej chwili następuje proces rozumienia rzeczywistości holograficznej.
Właściciel strychu wygląda mi na gotowego. Zaczynamy więc konkretną robotę. Od tej chwili następuje proces rozumienia rzeczywistości holograficznej.
Cały świat wstał rano z myślą, że nadchodzi kryzys globalny. Siedziałem na dachu i obserwowałem niebo wyglądające jak stary materac, z którego ktoś powyrywał kawałki waty. Siedziałem tak i pomyślałem sobie, że ludzka naiwność nie zna granic i podobnie jak nieskończone niebo, bardzo szybko zmienia krajobraz. Wystarczy podrzucić głupią myśl i po kłopocie. Łykają bzdury jak pelikany.
W środku nocy zadzwonił telefon.
- Kwatera Główna – powiedziałem i jednocześnie ziewnąłem.
- Synu, tu tata, poznajesz mnie? – usłyszałem znajomy głos ojca właściciela strychu.
- Tak tato, to ty, mój tata – odrzekłem.
Bezlistna, naga gałąź tańcząca za oknem, odbiła się szkieletem w ciemnościach. Wiał zimny wiatr od morza.
- Słuchaj synu, zapomnij o tym jaki byłem kiedyś i przebacz mi, dobrze?
- Dobrze tato, ale co mam tobie przebaczyć?
- Nie wiem, ale oglądałem właśnie taki film i w tym filmie syn przebaczył ojcu i wtedy ten ojciec umarł.
- Umierasz tato?
- Nie wiem, możliwe.
- Rozumiem. Muszę jeszcze oddać tobie kasę.
- Tak. Kiedy mógłbyś oddać?
- Po wypłacie.
- To dobrze. Ubieraj się ciepło.
- Tak tato, będę się ubierał ciepło.
- Na razie synu.
Odłożył słuchawkę. Położyłem się do łóżka, przykryłem kołdrą i od razu zasnąłem. We śnie poszedłem na łąkę, obserwować pracujące mrówki.
Wstałem sobie rano i przyszło mi na myśl, że niektórzy zastanawiają się kim jestem.
Jestem pułkownikiem i zrobię porządek.
Tymczasem siedzę wygodnie i słucham Mussorgskiego. To kawał dobrej muzyki. Dusza rosyjska w swojej rozległej przestrzeni ma w sobie coś z ducha szaleństwa, pewne zatracenie, pokorne przyporządkowanie się woli nadrzędnej, spuszczenie głowy, a w sercu ciche przyzwolenie do zniewolenia. Przy tym jednak jest nieprzewidywalna, i w każdej chwili może pojawić się w niej bunt, jakiś niepojęty pierwiastek, który w jednej chwili zmienia krajobraz rzeczywistości. Ten duch porusza się w górę i w dół, i jest niemy w tym swoim całkowitym uzależnieniu. Na przemian grają nim demony i bogowie i zdawałoby się, że tylko przypadek sprawia, w czyjej pozostaje mocy.
W najwyższym duchu nie ma przypadków.
Pozdrawiam wszystkich wędrowców życia, zagubionych we własnej gęstwinie myśli i czynów, w błędach i trudach dnia splątanych. Pozdrawiam słabych i umęczonych bólem istnienia, zamkniętych w pułapce własnego umysłu, witam niewolników zepsucia i zatopionych w kąpieli grzechu, poszukuję wzrokiem użytkowników błędu i własnej naiwności, pozdrawiam uwiedzionych fałszywą nutą proroków i sparaliżowanych grzechem nieświadomości, wyczekuję opętanych i wiedzionych na łańcuchu drugiego człowieka, wybrańców, którzy upadli i potępionych, którzy nie powstali, zapraszam tych, co mi szklanki wody nie podali i tych, co schronienia odmówili, depczących przykazania i menadżerów prawdy oczekuję, kierowników przyjemności wyciągam z podziemia a sztukmistrzom mamony każę podejść bliżej. Gnijących w nędzy pozdrawiam, złamanych życiem pozdrawiam, opuszczonych przez własne dzieci pozdrawiam. Zaszytych w zakamarkach własnej duszy odszukuję i wyciągam z jaskiń mścicieli. Każdego niskiego i każdego wysokiego. Wskazuję palcem na zwycięzców teleturnieju życia, panów codzienności, światła i prawdy, idoli z marmuru, żelaza, styropianu i papieru, przywołuję myślą tych, co wyroki kreują, sędziów świata wzywam przed swoje oblicze. Krzyczę do donosicieli i tych, co niszczą spokój innego w imię małości własnej, budzę skrępowanych chciwością i porażką przygniecionych. Zwracam się do myślicieli i arystokratów ducha, do tych, co kształtują w polityce ludzką codzienność i do gwałcicieli ludzkich praw. Budzę każdego swoim głosem. Mówię do każdego człowieka.
Właściciel strychu dochodzi do siebie. Jak tylko się obudziłem nakazałem adiutantowi, żeby wywali telewizor. Na śmietnik. Potem smażyłem sobie sam makaron, bo nie lubię, gdy ktoś inny w tym pośredniczy. Był smaczny.
Prawa nauki nie mogą dyktować modelu postrzegania świata, ponieważ ludzki umysł jest zbyt ułomny, aby pojąć jego tajemnicę. Infekcja percepcji ma źródło w ludzkiej pysze, która żąda od jednostki kompletnej wiedzy na temat rzeczywistości. Bardzo pięknie, tylko dlaczego tak płytko?
Powoli przygotowuję się do akcji. Jeżeli śledzicie prasę, a myślę że tak, to zapewne rozumiecie, że tak dalej być nie może.
Będę szczery i parę osób to zaboli.
A ja mam to w dupie.
Leżałem na dachu i miałem takie przemyślenia na temat świata.
Świat jest okablowany głupotą. I aby głupocie nadać status decyzyjny, wymyślono opinię publiczną. I aby mieć kontrolę nad opinią publiczną, to karmi się ją odpowiednio spreparowaną paszą medialną. Jest na to bardzo prosty sposób, czyli programowanie umysłu. Oczywiście zachowuje się przy tym niczym nie powstrzymaną krucjatę przeciwko mądrości, którą obecnie podaje się na tacy zacofania. Tak oto powstaje dzisiejszy świat.
Jeżeli sen powtarza się dwa razy, to znaczy, że wchodzimy w źródło hologramu.
I jest dobre, kiedy tę możliwość potraktujemy poważnie.
Owszem, możemy to zignorować, tak jak inne ślady wskazujące na próbę nawiązania łączności.
Pełen obraz hologramu w człowieku jest najwyższym stanem ducha i otwiera przed człowiekiem nieskończone możliwości czynienia swojej woli.
Zjadłbym jajka sadzone na szynce, ale nie ma jajek ani śladu mięsa w lodówce. Nie mam serca wysyłać właściciela strychu do sklepu. Całą noc pił wodę i często zaglądał do toalety. Jak wyzdrowieje, to zaprzęgam go do roboty i zaczynamy ratowanie świata.
- No dobra, panie pułkowniku – odezwał się głos w słuchawce – mówi Urban Harris. Jak wyglądają nasze sprawy?
Przez chwilę próbowałem sobie wyobrazić, jak stoi w rozkroku w gabinecie, z dumą spogląda na swoje zdjęcie ze znanym politykiem i dla zatarcia śladów zdenerwowania, dłubie palcem w nosie.
- Ale jakie niby sprawy – odpowiedziałem i mówiąc to poczułem, że ten człowiek jest narcyzem.
- No BZR, haha – zaśmiał się, tak jakość mało naturalnie – Wie pan, panie pułkowniku, miał pan mnie informować o postępach kampanii.
W moim sercu drgnął impuls elektryczny przewodzący gniew i jednocześnie zainfekował mój umysł.
- Nie mam zamiaru nikogo powiadamiać o swoich decyzjach, chyba że dotyczą one konkretnych wykonawców mojej woli, a o ile się nie mylę, nie przewiduję pańskiego udziału w jakiejkolwiek mojej akcji, ze względu na pana zaawansowaną, galopującą głupotę – wyrzuciłem z siebie.
- Z całym szacunkiem, panie pułkowniku – Urban Harris zaczął się jąkać – ja w żadnym wypadku, nawet w najśmielszych marzeniach, nie brałem pod uwagę swojej skromnej osoby w tak szlachetnym przedsięwzięciu – przerwał zasapany a ja poczułem, że naprawdę jest mu przykro – Nie chciałem pana zdenerwować, a widzę, że tak uczyniłem, bardzo zatem przepraszam i na wytłumaczenie podam tylko, że niepokoiłem się o mojego pracownika, skądinąd panu znanego. Nie pojawił się dwa dni w pracy i…
- Jest chory – wtrąciłem nieco zmęczony beznadziejnością jego osobowości – Leży, je czosnek, pije herbatę z cytryną, ogólnie jego stan jest dobry, ale do pracy przyjdzie za parę dni.
- Tak, absolutnie rozumiem, tak, jest chory, bardzo dobrze.
- Bardzo dobrze i żegnam teraz pana, pozdrowię go.
Odłożyłem słuchawkę. Przez uchylone drzwi usłyszałem, jak właściciel strychu przewraca się w ciężki i powolny sposób, rozciąga mięśnie, przez chwilę szamocze się z kołdrą i zasypia.