Walizka to potencjalne narzędzie aktu terroryzmu. Mała, plastikowa struktura a w niej przestrzeń odgradzająca nas od normalności. Jest przecież wojna. Walka człowieka z człowiekiem. Są terroryści, niewidzialni i samotni w walce, okrojeni z praw, wyklęci i zaatakowani. Czy aby jest tak naprawdę, czy możliwe jest, aby w tak przejrzyście inwigilowanym świecie, najeżonym podsłuchem, uzbrojonym w kamery i szybkie procesory komputera, w dobie elektronicznej kontroli i permanentnego zapisu, w tej nieustannej obserwacji i notatkach, podpisach, deklaracjach, w rozliczeniach podatkowych, w biletach przejazdu, kwitach towarowych, śladach stóp na parapecie, odciskach na szybie, czy możliwe jest, aby w takiej obserwacji, swobodnie uchował się zamachowiec i samodzielnie, aktem przypadku, lub tajnej organizacji, postanowił zniszczyć fragment naszej rzeczywistości, bo przecież tropią nas w kodzie genetycznym, w oddechu, w ślinie i resztkach obiadu, zadają pytania, śledzą zagadnienia transakcji bankowych, rozdwajają się i mnożą, nie śpią i zachodzą w głowę, dlaczego, skąd, z jakiej przyczyny i martwią się o nas.
Czy jeden z tych obdartych i zdziwaczałych terrorystów przedarł się przez nasze granice, zmylił psy, uśpił czujność inspektorów, i w końcu zmęczony, niewyspany i zbuntowany, dotarł w sąsiedztwo, aby zadać strategiczne uderzenie. Nie wie nikt. I nie wiedzą służby specjalne, nie wiedzą rzetelne media, nie wiedzą nasi przywódcy o twarzach przebrzmiałych troską o nasz los, nikt nie wie.
No to jak to kurwa jest naprawdę.