Archiwum z miesiąca: Styczeń, 2010

.145

24 sty 2010

Nie mogłem się powstrzymać i napisałem rano do Obamy.

„Drogi prezydencie Obamo”

Na początku chciałbym przekazać panu wyrazy wdzięczności za to, iż swoją udaną kandydaturą udowodnił pan, że każdy idiota może zostać prezydentem. Niemniej jednak pańska prezydentura kładzie szeroki, ciemny cień na kondycję teraźniejszego obywatela, bowiem nie mógłby pan nigdy zostać głową państwa, gdyby nie tumany ludzi w transie, którzy w swojej telewizyjnej naiwności uwierzyli, że jest pan świętym naszym czasów. Zarówno pan jak i ja, doskonale zdajemy sobie sprawę, że ten świat jest ideałem dla takich oszustów jak pan i kilku kolesi za panem.
Nie mniej jednak, nie ów temat jest przedmiotem tego listu. Mam do pana prośbę, aby przestał pan wdzięczyć się do kamery tym swoim uśmiechem kogoś, kto właśnie odnalazł w piwnicy zaginiony worek kartofli, i żeby pan zrezygnował ze swojej funkcji. W przeciwnym razie wszystko to źle się skończy dla świata.
Proszę o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.
Łączę pozdrowienia dla narodu amerykańskiego.

pułkownik

.144

23 sty 2010

Zdążyłem już wypić drugą herbatę, ale nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Wiedziony jej brakiem i wzrastającym niepokojem, postanowiłem tym razem napisać do przewodniczącego komisji europejskiej.

„Szanowny panie przewodniczący”
Panie o imieniu równie nieznaczącym jak funkcja, którą pan dla jaj sprawuje, chciałbym podzielić się z panem pewnym faktem, który od jakiegoś czasu niepokoi moje serce. Gdyby pan nie zechciał mi wybaczyć małej litery, poprzez którą zwracam się do pana, to proszę sobie wyobrazić, iż niejaki Chrystus, o kondycji politycznej dużo mniejszej niż pan, ponieważ nie był On żadnym przewodniczącym, ani kimś równie wielkim, tylko zwykłym Bogiem, polecił przekazać swoim czterem kolegom, aby zapisali w ciężkich starożytnych zwojach, że przebaczać należy siedemdziesiąt siedem razy, co licząc krótko, wskazuje na to, iż mam do wykorzystania jeszcze siedemdziesiąt sześć razy możliwość obrażenia pana i wytknięcia panu głupoty, przy jednoczesnym zaufaniu, że wybaczy mi pan moje zachowanie. Proszę mi odpowiedzieć tylko na jedno pytanie, jak możliwe jest tworzenie tak obłudnej postawy wobec głodujących narodów Trzeciego Świata? Jeżeli ktoś jest głodny, to proszę wyrazić zgodę na zakup wytworów jego pracy, zamiast blokować ją wysokim cłem zaporowym. I niech pan sobie nie myśli, że można dalej tak bezkarnie okradać ich z bogactw naturalnych, zatem proszę o natychmiastowe wycofanie korporacyjnych firm eksploatujących ten piękny skrawek świata.
Jednocześnie zdaję sobie sprawę z niezręczności tejże sytuacji, bo co pan miałby powiedzieć kolegom, którzy tak terminowo płacą pańskie rachunki za obiady.

pozdrawiam serdecznie z głębi serca i życzę panom smacznego

pułkownik

.143

23 sty 2010

Ponieważ minęło już parę minut a ja nadal nie otrzymałem odpowiedzi od prezydenta, postanowiłem napisać do premiera.

„Szanowny panie premierze”
Ponieważ nic nie robię sobie z chwały pańskiego urzędu, którego sprawowanie uważam za wielce beznadziejne, postanowiłem tytułować pana z małej litery. Natomiast mam do pana pytanie, mianowicie, czy nie wydaje się panu podejrzane, iż marnowanie naszych pieniędzy na boiska piłkarskie zasługuje na szczyt głupoty? Proszę sobie wyobrazić, iż te pieniądze można by pożytecznie wydać na odbudowanie nauczycielskiego autorytetu, a pokopać piłkę to chłopaki mogą sobie pod moim oknem.

serdecznie pozdrawiam pana premiera i życzę wiele szacunku u piłkarzy

pułkownik

.142

23 sty 2010

Nastał wieczór i postanowiłem napisać list do prezydenta. Zrobiłem sobie herbatę i chroniony ciemniejącą zasłoną nocy napisałem dokładnie tak:

„Szanowny panie prezydencie”
Ponieważ został pan prezydentem w sposób nad wyraz dla mnie nie do przyjęcia, czyli poprzez durne manipulacje, postanowiłem tytułować pana z małej litery, za co przepraszam już na początku mojego listu.
Mam do pana pytanie, dlaczego wydajecie nasze pieniądze, a w zasadzie nie moje, bo nie jestem stąd, ale mniejsza o to, ponawiam więc pytanie, dlaczego wydajecie nasze pieniądze na kretyńskie mistrzostwa piłkarskie zamiast zająć się stanem służby zdrowia? Majestatowi prezydenckiej mądrości ów fakt powinien być znajomy, a jego rozwiązanie podstawowym obowiązkiem. Chyba, że ktoś jest durniem, bo myśli, że wszyscy są durniami i to kupują.
Dla pańskiej informacji, jestem durniem, ale widzę różnicę w priorytetach.

Serdecznie pozdrawiam i życzę dalszej prezydentury w zdrowiu.

pułkownik

.141

23 sty 2010

Pod łóżkiem znalazłem starą różę. Dawno już opuścił ją duch życia i skurczona przypominała mi zwiędły neuron, jakby garść informacji, które nikogo nie obchodzą. W domu panowała cisza, jakaś rozpuszczona w wyrazie i mdła. Bolały mnie wszystkie kości, a w mojej głowie dominował mały, świszczący strumień aktywności. Coś tliło się gestem rozpaczy. Paznokcie miałem brudne i postrzępione. Leżałem owinięty kołdrą, lecz byłem też ubrany. Gniew oblicza zastygł kamiennym szyfrem i nie mówił już nic. Podrapałem się po pięcie. Była miękka.
Wstałem i szybko wyszedłem w mroźne spojrzenie dnia. Kupiłem gazetę i przeczytałem, że Drzewiecki nie może zeznawać, bo boli go gardło. Mnie też od razu rozbolało.
Drzewiecki to taki pan średniego wzrostu, który rozczarował śledczych.

Ugotowałem sobie mleko. Dymiąca tajemnica wspinała się po linie, aż po sufit i tam wspólnie zlewały się w jedność bieli.

Szmajdziński chce, żeby na niego głosować, tak napisali, i że wtedy nie będzie prawicy. Odruchowo spojrzałem na swoją ulubioną prawą rękę, na razie tkwiła jak dotychczas, zobaczymy co będzie potem. Szmajdziński to taki papulkowaty pan,  który ma różne oferty.

Polityka, która powinna zajmować się najwyższym dobrem, jest tragiczną areną ludzi kukiełkowatych, którzy nie zasypiają z godnością. A jest tragiczna, ponieważ dotyka tych, co nieświadomi.

.140

22 sty 2010

Ludzie mnie śmieszą swoją płaską retoryką świata.
Ja też jestem śmieszny, dlatego że mój świat kończy się na najbliższym zakręcie.

.139

22 sty 2010

Niby nic się nie dzieje, a jednak są tacy, którzy oczekują, że coś się wydarzy. Tylko, że niby co takiego?
Tak naprawdę to jestem zmęczony. Każda myśl mnie nuży, a słowa układają się w bezduszne terminy.
Jedyne czego pragnę to zwyczajna, miła duszy śmierć. Tylko ona jest w stanie wzbudzić we mnie zainteresowanie.
Umrzeć i wrócić do domu, czyż to nie najlepsze?

.138

20 sty 2010

Milczałem, ale czy to właśnie nie milczenie czyni nas pokornymi? Wędrowiec na pustyni, który zatrzymuje się w pół drogi, nie znajdzie już powrotnej ścieżki.

.137

20 sty 2010

Przez cały ten czas nic się nie wydarzyło. Może poza tym, że Wincentowi śniła się uroczysta kolacja w rodzinnym domu, co zupełnie nie ma znaczenia, nikt nie dzwonił, nikt nie zapukał w okno, nikt nie pozdrowił, żaden przechodzień nie rozwiązał rzemyków pod naszymi drzwiami, prochy śmiertelników nadal gniją w czarnej zawiesinie ziemi, a ponury płaszcz sinych chmur nadal wisi nad naszym miastem. Nawet Darex, który wściekle wydzwaniał przez kilka dni o zwrot kasy, nagle zamilkł. Tata Wincenta również. Rozpostarła się cisza niema jak starucha, a zwyczajne niegdyś myśli stały się rarytasem. Zewsząd ludzie donoszą o znużeniu, o pęknięciu w duszy, które jak szczelina na zamarzniętym jeziorze, wskazuje na nadchodzące niebezpieczeństwo. A może to tylko znak, mały przewodnik, niepozorny punkt zwrotny, coś co nie zna śmierci, bo śmierć jej nie zwycięży, coś co zwiastuje początek nowego życia.