27 sty 2010
Świnie w płaszczach z gwiazdami siedzą i myślą sobie:
- wojna ludziom, niech służą nam duszą
- pokłon ziemi niech oddają a kurz jej słabości niech tańczy im w nozdrzach
- każdy fragment ich myśli pochodzi już od naszej woli a wola nasza jest mrokiem
- jednostka nie istnieje a tłum podlega hipnozie
- czyli prawie wszystko gotowe
Teraz pokażemy wam swoje oblicze.
|
Komentarze są wyłączone
27 sty 2010
Która kobieta nie wygląda dobrze nad talerzem z ziemniakami.
|
Komentarze są wyłączone
27 sty 2010
Spałem dziś na górze z ubrań, szmat i starych ciuchów. Górę uformowała cecha lenistwa, które rozlało się we mnie tymczasowo, jednakże skutecznie. Czułem się jak Mojżesz, nieco znudzony drogą, ale pokrzepioną nadzieją oczekiwania. Jednak zamiast kamiennych tablic otrzymałem zaszyfrowany gryps z nieba o mniej więcej takiej treści:
„Są ludzie, którzy śpią na kasie, są też i ci, którzy zalegają z opłatami za energię elektryczną, jednak zarówno i pierwsi i drudzy, są w niebie jak baranki, które potrzebują kopa w dupę”
|
Komentarze są wyłączone
27 sty 2010
Urwałem sobie głowę.
ojoj
|
Komentarze są wyłączone
26 sty 2010
Przez całą noc bolała mnie głowa. Leżałem udręczony własną niemocą i przykuty ciężarem bezsenności. Trochę bawiłem się w niezwyciężonego i zabiłem kilka starych muszek, które zagubiły się po upalnym lecie. Na białej skorupie ściany zostawiły długi, nieco krwawy ślad. Potem zajrzałem do lewego buta, gdzie wszystko wyglądało w porządku. Przypomniałem sobie jak dawno, dawno temu przesiadywałem długie godziny w chlewiku i stamtąd dowodziłem swoim dziecięcym życiem. Pamiętam też gwiazdy.
Właściwie to wychowały mnie gwiazdy i świnie.
|
Komentarze są wyłączone
24 sty 2010
Nie mogłem się powstrzymać i napisałem rano do Obamy.
„Drogi prezydencie Obamo”
Na początku chciałbym przekazać panu wyrazy wdzięczności za to, iż swoją udaną kandydaturą udowodnił pan, że każdy idiota może zostać prezydentem. Niemniej jednak pańska prezydentura kładzie szeroki, ciemny cień na kondycję teraźniejszego obywatela, bowiem nie mógłby pan nigdy zostać głową państwa, gdyby nie tumany ludzi w transie, którzy w swojej telewizyjnej naiwności uwierzyli, że jest pan świętym naszym czasów. Zarówno pan jak i ja, doskonale zdajemy sobie sprawę, że ten świat jest ideałem dla takich oszustów jak pan i kilku kolesi za panem.
Nie mniej jednak, nie ów temat jest przedmiotem tego listu. Mam do pana prośbę, aby przestał pan wdzięczyć się do kamery tym swoim uśmiechem kogoś, kto właśnie odnalazł w piwnicy zaginiony worek kartofli, i żeby pan zrezygnował ze swojej funkcji. W przeciwnym razie wszystko to źle się skończy dla świata.
Proszę o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.
Łączę pozdrowienia dla narodu amerykańskiego.
pułkownik
|
Komentarze są wyłączone
23 sty 2010
Zdążyłem już wypić drugą herbatę, ale nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Wiedziony jej brakiem i wzrastającym niepokojem, postanowiłem tym razem napisać do przewodniczącego komisji europejskiej.
„Szanowny panie przewodniczący”
Panie o imieniu równie nieznaczącym jak funkcja, którą pan dla jaj sprawuje, chciałbym podzielić się z panem pewnym faktem, który od jakiegoś czasu niepokoi moje serce. Gdyby pan nie zechciał mi wybaczyć małej litery, poprzez którą zwracam się do pana, to proszę sobie wyobrazić, iż niejaki Chrystus, o kondycji politycznej dużo mniejszej niż pan, ponieważ nie był On żadnym przewodniczącym, ani kimś równie wielkim, tylko zwykłym Bogiem, polecił przekazać swoim czterem kolegom, aby zapisali w ciężkich starożytnych zwojach, że przebaczać należy siedemdziesiąt siedem razy, co licząc krótko, wskazuje na to, iż mam do wykorzystania jeszcze siedemdziesiąt sześć razy możliwość obrażenia pana i wytknięcia panu głupoty, przy jednoczesnym zaufaniu, że wybaczy mi pan moje zachowanie. Proszę mi odpowiedzieć tylko na jedno pytanie, jak możliwe jest tworzenie tak obłudnej postawy wobec głodujących narodów Trzeciego Świata? Jeżeli ktoś jest głodny, to proszę wyrazić zgodę na zakup wytworów jego pracy, zamiast blokować ją wysokim cłem zaporowym. I niech pan sobie nie myśli, że można dalej tak bezkarnie okradać ich z bogactw naturalnych, zatem proszę o natychmiastowe wycofanie korporacyjnych firm eksploatujących ten piękny skrawek świata.
Jednocześnie zdaję sobie sprawę z niezręczności tejże sytuacji, bo co pan miałby powiedzieć kolegom, którzy tak terminowo płacą pańskie rachunki za obiady.
pozdrawiam serdecznie z głębi serca i życzę panom smacznego
pułkownik
|
Komentarze są wyłączone
23 sty 2010
Ponieważ minęło już parę minut a ja nadal nie otrzymałem odpowiedzi od prezydenta, postanowiłem napisać do premiera.
„Szanowny panie premierze”
Ponieważ nic nie robię sobie z chwały pańskiego urzędu, którego sprawowanie uważam za wielce beznadziejne, postanowiłem tytułować pana z małej litery. Natomiast mam do pana pytanie, mianowicie, czy nie wydaje się panu podejrzane, iż marnowanie naszych pieniędzy na boiska piłkarskie zasługuje na szczyt głupoty? Proszę sobie wyobrazić, iż te pieniądze można by pożytecznie wydać na odbudowanie nauczycielskiego autorytetu, a pokopać piłkę to chłopaki mogą sobie pod moim oknem.
serdecznie pozdrawiam pana premiera i życzę wiele szacunku u piłkarzy
pułkownik
|
Komentarze są wyłączone
23 sty 2010
Nastał wieczór i postanowiłem napisać list do prezydenta. Zrobiłem sobie herbatę i chroniony ciemniejącą zasłoną nocy napisałem dokładnie tak:
„Szanowny panie prezydencie”
Ponieważ został pan prezydentem w sposób nad wyraz dla mnie nie do przyjęcia, czyli poprzez durne manipulacje, postanowiłem tytułować pana z małej litery, za co przepraszam już na początku mojego listu.
Mam do pana pytanie, dlaczego wydajecie nasze pieniądze, a w zasadzie nie moje, bo nie jestem stąd, ale mniejsza o to, ponawiam więc pytanie, dlaczego wydajecie nasze pieniądze na kretyńskie mistrzostwa piłkarskie zamiast zająć się stanem służby zdrowia? Majestatowi prezydenckiej mądrości ów fakt powinien być znajomy, a jego rozwiązanie podstawowym obowiązkiem. Chyba, że ktoś jest durniem, bo myśli, że wszyscy są durniami i to kupują.
Dla pańskiej informacji, jestem durniem, ale widzę różnicę w priorytetach.
Serdecznie pozdrawiam i życzę dalszej prezydentury w zdrowiu.
pułkownik
|
Komentarze są wyłączone
23 sty 2010
Pod łóżkiem znalazłem starą różę. Dawno już opuścił ją duch życia i skurczona przypominała mi zwiędły neuron, jakby garść informacji, które nikogo nie obchodzą. W domu panowała cisza, jakaś rozpuszczona w wyrazie i mdła. Bolały mnie wszystkie kości, a w mojej głowie dominował mały, świszczący strumień aktywności. Coś tliło się gestem rozpaczy. Paznokcie miałem brudne i postrzępione. Leżałem owinięty kołdrą, lecz byłem też ubrany. Gniew oblicza zastygł kamiennym szyfrem i nie mówił już nic. Podrapałem się po pięcie. Była miękka.
Wstałem i szybko wyszedłem w mroźne spojrzenie dnia. Kupiłem gazetę i przeczytałem, że Drzewiecki nie może zeznawać, bo boli go gardło. Mnie też od razu rozbolało.
Drzewiecki to taki pan średniego wzrostu, który rozczarował śledczych.
Ugotowałem sobie mleko. Dymiąca tajemnica wspinała się po linie, aż po sufit i tam wspólnie zlewały się w jedność bieli.
Szmajdziński chce, żeby na niego głosować, tak napisali, i że wtedy nie będzie prawicy. Odruchowo spojrzałem na swoją ulubioną prawą rękę, na razie tkwiła jak dotychczas, zobaczymy co będzie potem. Szmajdziński to taki papulkowaty pan, który ma różne oferty.
Polityka, która powinna zajmować się najwyższym dobrem, jest tragiczną areną ludzi kukiełkowatych, którzy nie zasypiają z godnością. A jest tragiczna, ponieważ dotyka tych, co nieświadomi.
|
Komentarze są wyłączone